czwartek, 26 września 2013

16. Lionel Messi




[Evelyn jest przyrodnią siostrą Pique. Właśnie wróciła do Barcelony po pobycie w Anglii]


- Zaraz do Was wpadam.- Zadzwoniłam szybko do mojego ‘braciszka’.
- Jesteś w Barcelonie? – usłyszałam jego zdziwiony głos.
- Przecież tydzień temu mówiłam, że wracam. – zaśmiałam się – Sprzątaj chatę zaraz jestem.


- Jak dobrze Cię widzieć siostrzyczko. – otworzył mi Gerard z Milanem na rękach.
- Też się cieszę. Ale daj mi już mojego bratanka. – zaśmiałam się.
Geri podał mi Milana. Udałam się od razu do salonu.
- Hej Shaki. – przywitałam się z blondynką. – Nie wiedziałam, że macie gościa. – powiedziałam kiedy zobaczyłam Messiego.
- Ja też nie wiedziałem, że wróciłaś. – wstał i przywitał się ze mną.
- Ciekawe kogo to sprawka? – spojrzeliśmy na wchodzącego do salonu Pique.
- No co? O co wam znowu chodzi? Ja nic nie zrobiłem.
- Ale to ty po mnie zadzwoniłeś. – powiedział Leo.
- Ale to było zanim Evelyn do mnie zadzwoniła. A niekulturalnie jest tak kogoś zapraszać i po chwili dzwonić, że nie może przyjechać.
- Dobra, już się tak nie tłumacz i tak Ci nie wierzą. – powiedziała Shakira. – Opowiadaj jak było w Anglii.
-Zimno. – Zaśmiałam się. – Nie no świetnie. Bardzo mi się tam podobało.
- Tylko Londyn Ci się tak podobał, czy ktoś w tym Londynie? – pytała dalej blondynka.
- Oj tam. To mało ważne. – spuściłam wzrok.
- Opowiadaj. Wszyscy chcemy wiedzieć.  – nie spodziewałam się, że Leo to powie.
- Nie męczcie tak mojej siostry. Jak nie chce to niech nie mówi. – no Geri, po tobie też nie. Najbardziej ciekawski człowiek na świecie nie chce wiedzieć, czy z kimś się spotykałam.
Siedzieliśmy tak we czwórkę, dopóki najpierw Shaki się nie zmyła, mówiąc, że musi położyć Milana spać. Chwilę później byłam\ już sama z Messim, bo Gerardowi nagle się coś przypomniało.
- To się musiało w końcu tak skończyć, że zostawią nas samych. – powiedziałam po chwili ciszy.
- Naprawdę kogoś miałaś w Londynie? – spytał niepewnie.
- No może były trzy  osoby, z którymi się spotykałam. Ale nie trwało to długo.
- Dlaczego? – Leo musisz być taki ciekawski…
Zanim zdążyłam odpowiedzieć zadzwonił mój telefon. To była Jasmine. Pytała kiedy wracam, bo Zuri robi się trochę marudna.
- To powiesz mi dlaczego? – spytał, gdy skończyłam rozmowę.
- Powiedzmy, że coś ich odstraszało. – no to teraz już chyba jest ten czas – Wpadniesz do mnie? Ktoś chciałby Cię poznać.
- Jeśli chcesz.
- Dobrze, tylko powiem Gerardowi i Shaki, że wychodzimy.
Udałam się na pierwsze piętro, gdzie pewnie byli.
- Coś się stało? – spytał Gerard, gdy mnie zobaczył.
- Jedziemy do mojego domu. Już czas, żeby się dowiedział.
- Jesteś pewna? – Shaki.
- Przecież kiedyś i tak się dowie.


- To kto taki chce mnie poznać?
- Pamiętasz co się stało 4 lata temu miesiąc zanim wyjechałam.  – powiedziałam otwierając drzwi do domu.
- Chodzi Ci o tą noc?
- Tak.
- Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wyjeżdżasz na ten staż. I miałem nadzieję, że coś więcej.



- Tylko, że nie byłam na żadnym stażu. – powiedziałam zanim weszliśmy do salonu.
W pomieszczeniu bawiła się mała Zuri z moimi przyjaciółkami Jamine i Grace.
- Ja zaszłam w ciąże. I nie wiedziałam jak mam Ci to powiedzieć. Z dnia na dzień powiedziałam Gerardowi, że wyjeżdżam do Anglii jakby ktoś pytał to jadę tam na staż.
- Mama! – powiedziała mała wychylając się z za Grace. – Mamo o kto to?
Leo podszedł bliżej dziewczynki.
- Cześć mała. Ja jestem twoim tatą. – uśmiechnął się dotykając jej małej rączki.
- Naprawdę?
- Tak. – przytulił do siebie Zuri.
- Nie masz pojęcia jak się cieszymy, że w końcu się odważyłaś. – powiedziała Grace podchodząc do mnie razem z Jasmine.
- To jest najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć. – poparła ją Jasmine.
- Wiem. – odpowiedziałam i poszłam w kierunku Leo i Zuri. 

__________________________________________________


Imagin dla Natka Szulc - mam nadzieję, że się podoba :D

sobota, 10 sierpnia 2013

15. Neymar

,’24 kwietnia 2013r.;,
Santos – to miejsce chyba nigdy się nie zmienia. Minęło 5 lat a tu wszystko ciągle takie samo. Poznaje nawet większość ludzi, których wyjeżdżając postanowiła opuścić.
Idąc ulicą poczułam, jakby czas stanął w miejscu.
- Witaj Leah. – usłyszałam za sobą, gdy zatrzymałam się na chwilę.
- Ney…- odwróciłam się i zobaczyłam mojego przyjaciela.
- Mój Boże… Jak ja cię dawno nie widziałem. – powiedział i przytulił mnie.
- Tęskniłam.
- Ja też…Nawet nie wiesz jak bardzo.
Staliśmy tak jeszcze chwilę, dopóki zauważyłam, że ludzie nam się przyglądają. Natychmiast odsunęłam się od piłkarza.
- No to teraz jesteś gwiazdą. – uśmiechnęła się.
- Heh. Zawsze Ci powtarzałem, że jestem zdolny. – przejechał dłonią po włosach i zaśmiał się.
- A jaki skromny.
- No ba. – obydwoje wybuchliśmy śmiechem. – Na długo wróciłaś?
- Raczej na zawsze.
- Naprawdę? Jezu, jak się cieszę. – podniósł mnie i zaczął kręcić.
-Puść! – krzyknęłam przez śmiech. – Ludzie się patrzą.
- A co? Wstydzisz się mnie?
- Oczywiście, że nie. Ale muszę już iść.
- Dobra. Jurto obowiązkowo się spotykamy. – uśmiechnął się.
- Tak jest. – przytuliłam go jeszcze – Pa – i poszłam do domu.


,’20 maja’,
Siedzieliśmy w moim pokoju. Tak blisko siebie, że nasze ciała niemal się stykały. Muszę go wspierać teraz. Tego najbardziej ode mnie oczekuje.
- Cieszę się, że to zrobiłeś. Tam naprawdę dobrze się rozwiniesz. – upewniałam mojego przyjaciela, że dobrze zrobił decydując się na transfer do Fc Barcelony.
- Cieszę się, że tak mówisz. - przytulił mnie. – Wiesz, że liczę się z twoim zdaniem.
- Tylko szkoda, że nie będziemy się tak często widywać. – zrobiło mi się trochę smutno.
- Możesz przecież przenieść się tam razem ze mną. – uśmiechnął się.
- Taa.. a media natychmiast zaczną pisać o twojej nowej dziewczynie.
- A nie chciałabyś nią być. – odwrócił mnie w swoją stronę.
- Ney… - spuściłam głowę.- To nie jest takie proste. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Ale czy to znaczy, że nie możemy być dla siebie kimś więcej? –spytał – Leah, spójrz na mnie. – złapał mnie za podbródek i delikatnie uniósł moją głowę. W oczach miałam łzy. – Ej, słońce.. Dlaczego płaczesz? – spytał.
- Wiesz dlaczego tu wróciłam? – spytałam – Przez te pięć lat próbowałam o Tobie zapomnieć. Wplątywałam się w różne romanse, związki tylko dlatego, żeby zapomnieć o uczuciu do ciebie. I prawie się udało. Dopóki moja znajoma nie przyszła z gazetą z tobą na okładce. Potem zobaczyłam Cię w telewizji. Usłyszałam twój głos, śmiech i wszystko wróciło. Musiałam tu wrócić i chociaż Cię zobaczyć.
- Leah… Ja nie wiem co mam powiedzieć.
- Jeśli nic nie czujesz zrozumiem.
- Nie! Leah.. Ja Cię Kocham. – powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Naprawdę?
- Tak. Ten czas odkąd wyjechałaś był najgorszym okresem w moim życiu. To, że koncentrowałem się na piłce pozwalało mi normalnie żyć. A kiedy Cię zobaczyłem. Wtedy na ulicy. Miałem ochotę podejść i Cię pocałować. Ale zdobyłem się tylko na rozmowę.
- Oby dwoje tchórzyliśmy.
- Może teraz spróbujemy? Skoro wreszcie się odważyliśmy.
- Chcesz tego? –spytałam.
- Jak niczego innego. – przybliżył swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach czuły pocałunek.




___________________________________________________________
Ten imagin był na laptopie już od czerwca... Mam nadzieję, że się spodoba...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

14. Mario Götze

Mam na imię Nina. Mieszkam niedaleko Monachium. Kilka lat temu spotkałam wyjątkowego człowieka dzięki jednemu zakładzikowi.

Moje koleżanki spierały się ze mną, że mam powodzenie u chłopaków tylko dzięki swojej urodzie. Może i jestem modelką i pozuję do różnych zdjęć, ale to nie prawda, że "liczy się tylko ładna buzia"... Wcale nie...


*4 lata wcześniej*


-No w końcu!!! - powiedziałam do siebie i poszłam otworzyć drzwi.
Odwiedziła mnie koleżanka - Jane, z którą mam najlepszy kontakt.
Jak zawsze chce zobaczyć album ze zdjęciami powstałymi podczas profesjonalnych sesji, w których biorę udział.
- Świetne foty!! - powiedziała Jane. - Ale masz fajnie, malują cie, ubierają, a potem jeszcze za to wszystko płacą. Zazdroszczę ci... Też chciałabym być modelką...
- Nie ma czego! Tak na prawdę to jest dość ciężka praca... - odezwałam się.
Jako modelka pracuję dopiero od kilku miesięcy. Lubię to zajęcie, ale nie traktuję tego zbyt poważnie. Dzisiaj mogę być w centrum uwagi, a jutro już o mnie zapomną.
-Nie masz na co narzekać! Takie ładne dziewczyny jak ty mają lekkie życie. Dostają kasę za pozowanie do zdjęć, nauczyciele lepiej was traktują...  A na dodatek każdy facet się w was kocha.
- Bez przesady! W miłości wygląd nie jest najważniejszy. Fajny koleś, będzie wolał być z brzydką dziewczyną, z którą będzie miał o czy pogadać, niż z śliczną, za to nudną i głupią laską.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć... ale skoro jesteś tego taka pewna, to może spróbuj poderwać jakiegoś przystojniaka przebrana za brzydulę. Co ty na to?
- Spoko! Zobaczysz, że miałam racje! Prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z wyglądem!
- Na pewno ci się nie uda! - koleżanka się ze mną droczyła.
- Uda, uda! Już dzwonię do znajomej, poprosić o kilka gadżetów i udzielenie rady jak się malować, żeby ładnie nie wyglądać. - zaśmiałam się i zadzwoniłam.

Dzień później

Umówiłyśmy się o 11.00 przed siłownią. Ciekawe czy Jane mnie pozna.
- Hej! - przywitałam się.
- Nina! Jak ty wyglądasz! Super! - koleżanka się zaśmiała. - I nie wstydziłaś pokazać się tak na ulicy?!  Dzielna jesteś!
- Wygląd jest nieważny!- upomniałam się. - To co, idziemy poćwiczyć i kogoś poderwać?
- Idziemy!

*na siłowni*

- Patrz jakie ciacho!- Jane wskazała na średniego wzrostu bruneta.- Nina, oto twoja ofiara! Spróbuj poderwać tego kolesia!
- Wygram zakład, jeśli ten chłopak się we mnie zakocha, tak? No dobra...
Zaczęłam iść w stronę nieznajomego, choć mam wrażenie, że nie jest mi taki 'nieznajomy' skądś go kojarzyłam, tylko nie wiedziałam do czego go przyczepić.
- Sorry, jestem NI...COL. - stwierdziłam, że lepiej nie będę podawała swojego prawdziwego imienia. - Pomożesz mi? Nie wiem, jak ćwiczyć na tych sprzętach...
- Jasne, nie ma sprawy! - chłopak zaczął mi wszystko tłumaczyć, po pięciu minutach nie było już tak źle.
- Widzisz, to wcale nie jest takie trudne! - uśmiechnął się.
- Tak! Wszytko świetnie wytłumaczyłeś, że nawet taka ciamajda jak ja załapała. Dzięki!
Im dłużej spędzałam z nim ten czas, tym bardziej zaczynał mi się podobać! Przecież to jest tylko zakład! Wcale nie mogę tego zrobić...
- Może umówimy się i... razem poćwiczymy? Podam ci mój numer. - powiedział a mi zrobiło się słabo z wrażenia.
- Chętnie! - ucieszyłam się i właśnie wtedy zdałam sobie, że jest chyba za późno na 'odkochanie się'.    
- Tak w ogóle... jestem Mario! - podał mi dłoń.
Teraz to już w ogóle zaczęły fruwać po moim brzuchu motylki.


Dzień później

*kawiarnia*

 -Mówię ci! Ten Mario jest świetny! No i tak jak myślałam- wygląd wcale nie jest najważniejszy. Gdybym była gburowatą ślicznotką, szybko by mnie spławił.
- Tylko się nie zakochaj! - upomniała mnie Jane. - Pamiętaj, że to zakład!
- Chyba za późno. - wycedziłam.
- Pamiętaj, że niedługo znowu będziesz sobą - śliczną Niną, a nie brzydulą Nicol.
- Ale ja nic na to nie mogę poradzić.- na mojej twarzy zawitał grymas smutku. Musiałam trochę ochłonąć. - Może wracajmy już... - poprosiłam koleżankę.
Wstałyśmy z krzeseł i zmierzałyśmy już w stronę wyjścia, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł..
- Sory! - powiedziałam.
- Nic nie szkodzi. Ee... Chwileczkę... czy my się przypadkiem skądś nie znamy?
Oj! Nie jest dobrze! I co tu teraz powiedzieć?! Chyba najlepiej będzie jak szybko stąd wybiegnę... tak tak, to chyba najlepszy pomysł.
Wyleciałam jak głupia, nie patrząc co dzieje się z tyłu.
- Nina! Zaczekaj! - Jane mnie wołała... o mały włos a kompletnie bym o niej zapomniała.

Tydzień później

Z Mario spotykam się codziennie, oczywiście jako Nicol. Kiedy spotkaliśmy się raz po tym incydencie w kawiarni ciągle wypytuje, czy aby nie mam na pewno siostry bliźniaczki.
Ale ja już tak dłużej nie mogę - chcę mu powiedzieć, kim jestem na prawdę i chcę to zrobić właśnie dzisiaj.

*park*

- Cześć Mario! - krzyknęłam z oddali.
- Nicol? To ty?! - chyba się zdziwił... rozumiem go... na początku sama nie mogłam się przyzwyczaić do wyglądu brzyduli.
- Tak to ja! - zaśmiałam się. - Aparat ortodontyczny i okulary nie były prawdziwe, ale mój charakter i poczucie humoru to autentyki. A na imię mi Nina! To właśnie prawdziwa ja. - uśmiechnęłam się. Mam nadzieje, że zły nie będzie.
- Ty i Nicol to jedna i ta sama dziewczyna...?! Jeśli tak to jestem podwójnym szczęściarzem! I nie obraź się, jeśli od czasu do czasu nazwę cie Nicol. - zaśmiał się. - Czyli jednak widziałem cie tam w kawiarni...
-Tak, to byłam ja - Nina. - mrugnęłam okiem.
-Ja w sumie też ci czegoś nie powiedziałem...
Byłam w szoku! Skoro ja miałam przed nim taką tajemnicę, to jaką on...?!
- Jestem piłkarzem. - zaśmiał się.
- To dlatego gdzieś cie już widziałam. - wybuchłam śmiechem.
- Tak słodko się śmiejesz. - zawstydziłam się lekko, a on mnie pocałował.

***

Teraz jestem ogromnie szczęśliwa! Mam wspaniałego chłopaka - no dobra parę dni temu oświadczył mi się. Wychodzi na to, że teraz jest moim narzeczonym. Tak w ogóle spodziewamy się dziecka. Jeśli to będzie dziewczynka już wiemy jak damy jej na imię - Nicol oczywiście.

__________________________

Imagin o Mario dla   Ni tusia

 Mam nadzieję, że nie jest zły... ;)     

piątek, 5 lipca 2013

13. Nathan Sykes


Natalie siedziała ze swoim najlepszym przyjacielem w jego domu na przedmieściach Londynu.
Siedzieli oglądając jakiś nudny program telewizyjny.
Nagle w telefonie chłopaka odezwał się dzwonek oznajmiający otrzymanie nowej wiadomości.
Po odczytaniu jej Natan uśmiechnął się i wysłał tylko odpowiedź w postaci słowa „Dziękuję”
- Nie nudzi ci się? – spytał nagle dziewczynę.
- Może trochę.- odwróciła się w jego stronę.
- Masz ochotę na małą wycieczkę rowerową.
- Jasne. – podniosłą się z kanapy – Tylko gdzie?
- O to już się nie martw. – złapał dziewczynę za rękę i poszli wyciągnął rowery z garażu.
- To powiesz mi gdzie jedziemy? – spytała.
- Niespodzianka. – przytulił ją i za chwilę obydwoje kierowali się już w stronę tajemnego dla dziewczyny miejsca.
Po drodze śmiali się, wspominali śmieszne historie. Dziewczyna jeszcze kilka razy próbowała wyciągnąć z Nathana gdzie się kierują. Lech chłopak pozostawał na te pytania obojętny.
Po około 20 minutach jazdy pozostawili rower przy samotnym drzewie.
- Muszę Ci zasłonić oczy. – uśmiechnął się i zawiązał niebieską chustkę.
Złapał swoją przyjaciółkę za rękę i prowadził ją w przygotowane przez jego przyjaciół i siostrę miejsce.
- Kiedy mi to ściągniesz? – pytała śmiejąc się dziewczyna.
- Za momencik.
Przeszli jeszcze kawałek.
- Już.
Dziewczyna zobaczyła, że stoją na pomoście nad stawem. Niedaleko był mały lasek. A wszędzie dookoła zielone łąki. Pomost przystrojony był kolorowymi lampkami. Na nim leżał koc i koszyk.
- Pięknie tu. – powiedziała dziewczyna i przytuliła chłopaka.
- Wiem. Zrobimy tu sobie noc pod gwiazdami. – uśmiechnął się szeroko chłopak.
- Jakaś konkretna okazja?- spytała odrywając się od niego.
- 6 rocznica naszej przyjaźni.
- O mój Boże zapomniałam. Przepraszam.
- Nie ważnie. W tym roku to ja pamiętałem. – podszedł bliżej i ucałował ą w czoło. – Zatańczymy? –spytał
- Jak bez muzyki? –zaśmiała się Natalie.
- Poczekaj chwilę. – Nathan wyciągnął z koszyka małe radyjko. Z którego chwile później płynęła piosenka „I’ve had ( thetime of my live)” .
- Moja ulubiona piosenka. – uśmiechnęła się dziewczyna i przymknęła oczy.
Chłopak podszedł bliżej i przytulił do siebie Natalie.
- Wiesz, że Olaya ze mną zerwała? – spytał w połowie piosenki.
Olaya – wróg Natalie numer jeden. Nie lubiła jej dlatego, że pojawiła się w życiu Nathana w momencie gdy dziewczyna była gotowa wyznać przyjacielowi co naprawdę czuje. Z resztą obie pałały do siebie nienawiścią.
- Dlaczego? – spytała próbując ukryć nutę radości w głosie.
- Dowiedziała się, że kocham inną. – wyszeptał cicho.
- Co to za szczęściara? – spytała lekko zawiedziona.
-Później Ci ją przedstawię. – znowu stchórzył.
Dlaczego oboje bali się powiedzieć prawdy? Przecież oboje się kochali. Dla Natalie to Nathan a dla Nathana to Natalie była najważniejszą osobą w życiu.
Gdy skończyła się piosenka, oboje usiedli na kocu.
- Co tu masz ciekawego? – spytała dziewczyna zaglądając do środka.

Po opróżnieniu części koszyka, przyjaciele spacerowali brzegiem stawu.
Dziewczyna nie miała zbyt dobrego humoru i próbowała to ukryć przed Nathanem. Jednak chłopakowi coś nie pasowało w jej zachowaniu.
-Natalie czy coś się stało? –spytał – Jesteś na mnie zła?
- Trochę. – odpowiedziała niewyraźnie.
- Dlaczego?
- Bo nie chcesz mi powiedzieć, jaka dziewczyna odbiera mi najlepszego przyjaciela. – próbowała obrócić wszystko w żart.
- Chodź. – pociągnął ją za ręką i podeszli bliżej brzegu tak, że ich postacie odbijały się w wodzie. – Widzisz tą dziewczynę tu? – spytał pokazując na jej odbicie. Dziewczyna tylko pokiwała głową. – To ona.
- Co? – Natalie nie mogła w to uwierzyć. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy, ale łzy szczęścia. 
- Ej, dlaczego płaczesz?
- Bo… Nath… Ja też Cię kocham.

- Choć do mnie. – przytulił ją i ucałował w czoło. – Nie płacz już, dobrze? – otarł jej łzy. Jedną ręką złapał dziewczynę za podbródek, uniósł jej twarz i delikatnie pocałował. 
____________________________________________________________________
Imagin 13 mam nadzieję, że nie pechowy ;)
Dla : 
Natalia.♥ 
Przepraszam że tak długo ;( 
Nie wiem czy lubisz utwór, który wybrałam ale to było pierwsze co mi przyszło do głowy. 

poniedziałek, 27 maja 2013

12.Marco Reus

   Moja kochana ciocia robi sobie wakacje. A kto ma się zajmować jej domem... Oczywiście ja... Teraz muszę się włóczyć w drugiego końca kraju do Dortmundu.


- Wszystkim się zajmę. Miłej podroży. - pożegnałam ciocie.
  Wróciłam z powrotem do salonu. I co ja mam teraz robić... Chyba obejrzę coś w TV...
  No tak... tu też jak zwykle nic ciekawego.... Zostawiłam na jakiś teleturniej.  
  Całkiem niespodziewanie po jakiś 15-minutach usłyszałam dzwonek do drzwi...
  Niechętnie podniosłam się z kanapy. Podeszłam do drzwi i wejrzałam przez judasza.
 Nie, nie, nie.. Ktoś sobie żartuje? Dlaczego przed drzwiami domu mojej cioci stoi Marco Reus?
 Vanessa, spokojnie...
 Otworzyłam drwi.
- Dzień dobry. Jest pani Angelica? - spytał od razy gdy otworzyłam drzwi.
- Dzień dobry. Nie, nie ma, Wyjechała. - uśmiechnęłam się.
- A ty jesteś?
- Vanessa Angelo. Jej siostrzenica.
- Miło poznać  Przyniosłem ciasto, bo sam go chyba nie zjem. Ale skoro pani Angie nie ma to może ty się poczęstujesz?
-Chętnie. Wejdź. - zaprosiłam go do środka.
 Wzięłam od piłkarza blachę z plackiem i udałam się do kuchni... Nalałam soku do szklanek i już za chwilę pojawiłam się z powrotem w salonie.
- Na długo tu przyjechałaś? - spytała gdy usiadłam na kanapie.
- Ponad miesiąc... Angie wyjechała na wakacje.
- Trochę dziwne, że pani Angelica nic nie wspominała o żadnej rodzinie nigdy. Nawet o takiej ślicznej siostrzenicy. - uśmiechnął się.
 Zdziwiło mnie trochę to co powiedział.
- Czym się zajmujesz? - zaczął mnie wypytywać o wszystko. O moje dzieciństwo, o to co lubię.... po prostu po wszystko.
 Rozmawiało nam się bardzo dobrze.  Znaleźliśmy wiele wspólnych tematów.  O godzinie 20 otrzymał jakiś telefon i musiał już iść.


"2 tygodnie później"


  Z Marco spotykamy się codziennie. Dogadujemy się bardzo dobrze. Zdążyłam nawet poznać kilku jego znajomych. 

 - Dziękuję. Do widzenia.  - wzięłam zakupy z lady i wyszłam ze sklepu. Szłam powoli.  Wcale nie śpieszyło mi się żeby być z powrotem w domu. 
  Większość drogi minęła spokojnie. 
   Byłam już prawie pod domem, gdy poczułam jak ktoś wyrywa mi siatkę z reki i popycha mnie na chodnik.  Odwróciłam się i chciałam wstać. Nie zdążyłam... Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i podnosi. Napastnik chciał zanieść mnie do swojego samochodu.  Zaczęłam krzyczeć. Miałam nadzieje, że ktoś może jest własnie na ogródku i usłyszy mnie. 
- Zostaw ją. - usłyszałam znajomy mi głos. 
- A bo co mi zrobisz? - zaśmiał się bandyta,  puścił mnie i podszedł miejsce gdzie stał Marco z jakimś facetem.  
 Mężczyzna okazał się policjantem. Raz dwa. Marco i On rozprawili się z napastnikiem. 
- Nic ci nie jest? - spytał Reus. 
- Nie. 
- Chodź. Zaprowadzę cie do domu. 


- Dziękuję. - powiedziałam gdy siedzieliśmy na kanapie.  - Tylko skąd był tu tan policjant?
- To znajomy. Musiał oddać mi pewną rzecz i wpadł na chwile. I nie ma za co dziękować. - uśmiechnął się i mnie przytulił. - Nie wiem co bym zrobił jakby Ci się coś stało. 
  Siedzieliśmy długo w ciszy. 
- Marco? - spytałam nagle. 
- Tak? 
- Co miało znaczyć " Nie wiem co bym zrobił jakby Ci się coś stało" ?
- Vanessa - odwrócił mnie w swoją stronę. - Ja.. ja po prostu... no...
- Powiedz
- Kocham Cię. 
  Byłam lekko zdziwiona tym co powiedział. Jednak... ja też coś do niego czułam. 
- Marco... 
- Wiem, teraz pomyślisz sobie o mnie wszystkie najgorsze rzeczy...
- Marco... 
- .... I nie będziesz chciała mnie już znać. Ale ja na prawdę .... - zamknęłam mu usta pocałunkiem - Kocham Cię. - powiedział gdy skończyłam .
- Po pierwsze: nie pomyśle o tobie żadnych złych rzeczy.  Po drugie: nigdy nie powiem, że nie chce cię znać. Po trzecie: też Cię Kocham. 
  Tym razem to on zaczął mnie całować.
_________________________________________________________________________
Po krótkiej przerwie wróciłam...
Dla Kinga Musiał
Mam nadzieje, że cie nie zawiodłam ;3 

piątek, 22 lutego 2013

11. George Shelley

  - Babciu. A wy z dziadkiem kiedy zaczęliście się spotykać? - spytał Austin. 
- Oj. Naprawdę chcecie o tym słuchać? 
- Tak. Tak!- krzyknęła mała Lily. 
- Dobrze, Tylko muszę sobie przypomnieć pewne szczegóły. - odpowiedziała starsza kobieta. 


* 62 lata wcześniej* rok 2013*

  Luiza, nie była zbyt lubianą osobą. Po tym jak przeprowadziła się z Polski do Londynu miała tylko jedną przyjaciółkę Amy.  W szkole wszyscy omijali je szerokim łukiem. 
    Właśnie zbliżał się bal karnawałowy. 
- Amy, a może nie pójdziemy na bal tylko zostaniemy w domu? - jęczała od godziny Luiza.
- Nie marudź! Idziemy i koniec. Założymy maski i nikt nas nie pozna.  - odpowiedziała, jej przyjaciółka. - Dobra zakładaj już sukienkę, bo się spóźnimy. 
    Po godzinie przygotowań obie dziewczyny były już gotowe. 


   Przyjaciółki weszły na salę. Trudno tam było rozpoznać kogokolwiek. Całkiem niespodziewanie prawie od razu ktoś porwał Luizę do tańca.  Na próżno próbowała rozpoznać chłopaka. Tańczyli do piosenki Iron & Wine - " Flightless Bird, American Mouth". 
- Wyjdźmy na zewnątrz. - powiedział nagle. Pociągnął dziewczynę za rękę. Udało im sie przecisnął przez tłum i już po chwili byli poza budynkiem. 
- Ściągnij maskę. Chce zobaczyć kim jesteś? 
- Może później. - odwróciła twarz w drugą stronę. 
- Dobra. To najpierw na zdejmę maskę. Puf. I już mnie znasz. 
 " Pewnie, że znam George Shelley" pomyślała Polka. 
 George zaczął powoli przybliżać się do Luizy i już po chwili ich usta złączyły się w jedną całość. 

  * *
 - Blee. - Lily. 
- I co było dalej? - spytał Austin. 
- Przeżyłem, szok gdy zdjęła maskę. - nagle w pokoju pojawił się starszy mężczyzna. 
-A od razy byliście para? - Austin. 
- Nie. Nie od razu. - zaśmiała się starsza kobieta. 

* *

- Uważaj jak chodzisz ciamajdo !!!! - wydarł się na Luizę jeden z "królów" szkoły. 
- Przepraszam. - dziewczyna spuściła wzrok. 
- Mam nadzieję, że więcej nie będę musiał cię oglądać. 
 - Przestań! - na korytarzu pojawił się nagle George. - Czym ona ci w ogóle zawiniła? 

* *

-... Nie spodziewałam się, że George stanie w mojej obronie. 
- tak ja cała reszta szkoły. - zaczął śmieć się mężczyzna. - Później wszyscy znajomi się ode mnie odwrócili. Ale nie żałuje, bo zyskałem coś więcej .
- Dobrze, koniec na dzisiaj tych opowieści. - w pomieszczeniu pojawiła się Ann córka Luizy i Georga. - Lily, Austin, czas spac. 
- Ale mamo...
- Słuchajcie mamy...- Luiza. 
 Po chwili para starszych ludzi udała się do swojej sypialni. Zasnęli szybko. 

  Następnego dnia, cała rodzina pogrążyła się w żałobie, gdy Ann znalazła swoich rodziców martwych w sypialni. Trzymali się za ręce, a na ich zimnych, bladych twarzach widniały uśmiechy. 
__________________________________________________________________________

niedziela, 3 lutego 2013

10. Niall Horan

Razem z moją przyjaciółką Emily wybrałam się na wakacje do Irlandii, a konkretnie do mojej cioci.
Jesteśmy już w drodze do Mullingar'u - tam właśnie mieszka moja rodzinka.


-Nareszcie jesteście dziewczyny! - ucieszyła się ciocia Violett.
- Cześć ciociu. - przytuliłam się do niej.
- Dzień dobry. - Emily przywitała się grzecznie.
Z piętra zszedł mój kuzyn, którego nie widziałam ładnych parę lat.
- Siemasz kuzola! - podszedł do mnie i uściskał. - A to kto? - uśmiechnął się spoglądając na przyjaciółkę.
- O właśnie... Emily to jest Gregor - kuzyn dziwak, o którym ci parę razy opowiadałam.
- Ey, ey. Jak ty możesz mnie tak obrażać! - udał obrażonego.
- No a to jest Emily. - wskazałam na brunetkę, a potem Gregor już się z nią zapoznał.
Znałam Emi bardzo dobrze. Jeśli się zarumienia znaczy to tylko jedno... Ktoś tu się jej spodobał.
- Może wybierzecie się ze mną do parku, bo jestem umówiony z kumplem. - zaproponował nam Gregor.
- Nawet nic nie zjadły... daj im trochę odpocząć. - wtrąciła się ciotka.
- Oj tam, ciociu nic nam nie będzie. - machnęłam ręką. - Prawda Emily?
- Jasne, z chęcią się przejdę.- odpowiedziała, a wzrok przeniosła na kuzyna. Uśmiechnęli się do siebie.
Wyszliśmy więc z domu kierując się do pobliskiego parku.
Odkąd tu byłam ostatni raz nic się zbytnio nie zmieniło. Z wyjątkiem pory roku - teraz jest lato.
- Czadersko... Jeszcze go nie ma... znowu się spóźnił. - wkurzył się Gregor, kiedy doszliśmy do miejsca, gdzie kuzyn był umówiony ze znajomym.
Przysiedliśmy sobie na ławeczce, kiedy nagle podbiegł do nas chłopak, jakby ktoś go ścigał.
- Stary... znowu jakieś wywiady były? - mojemu kuzynowi najwyraźniej podskoczyło ciśnienie, a ja wpatrywałam się w nieznajomego.
Jest taki śliczny. Wygląda jak aniołek zesłany z nieba, dosłownie! Blond włosy, niebieskie oczy...
-Ja tu się śpieszę, a widzę, że towarzystwo masz bajeczne... nawet mnie nie przedstawisz swoim koleżankom? - blondyn coraz głębiej wpatrywał się w moje oczy.
- To jest moja kuzynka Kelly. - wskazał na mnie, a nieznajomy złapał moją dłoń. - A to jest Emily. - chłopak powtórzył gest. - No a ten dziwak to Niall.
- Ey! - oburzył się blondyn - Niall.
- Przecież to twoje określenie! - zażartowałam z Gregora.
- Wcale, że nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Przestańcie! - rzuciła Emily na co zamilkliśmy. - Tak od razu lepiej.
- To może wybierzemy się do kawiarni? - zaproponował kuzyn.
- To świetny pomysł.
Ruszyliśmy w drogę. Podczas gdy Gregor rozmawiał z Emily - sama nie wiem o czym oni mogą rozmawiać - Niall odezwał się do mnie.
- Przyjechałaś do Gregora w odwiedziny?
- Tak, a ponieważ są wakacje zostajemy tu na tydzień. - powiadomiłam Niall'a.
- To rewelacyjnie. - najwyraźniej się ucieszył.
- Niby czemu? - chciałam się dowiedzieć, co sprawia mu taką radość, że zostaję u kuzyna na siedem dni.
- Będę mógł bardziej się z tobą zapoznać.
- Nie wiem, czy nie będziesz się ze mnie śmiał, ale mam wrażenie, że już cie gdzieś widziałam.
- Wiesz, to bardzo możliwe, ale i trochę dziwne, że nas nie znasz...
- "Nas"?
- Mnie, mojego zespołu...
I wtedy spora grupka dziewczyn zaczęła biec w naszą stronę krzycząc - "Niall!!". 
Mi, Emily i Gregorowi udało się wyjść z tłumu, gorzej jest z Niall'em, bo ja widać to on jest główną przyczyną tego zbiegowiska dziewczyn.
- Słuchajcie dziewczyny, przepraszam was za niego... Ja już mam tego serdecznie dość, co prawda z początku mi się podobało, ale nie jestem za tym, że one nawet nie zwracają na mnie żadnej uwagi!
- Dobra, dobra, już nie dramatyzuj tak, wytłumacz mi lepiej o co chodzi!
- To jest na prawdę on? - Emi spytała Gregora. Ten odkiwnął jej głową. - Wiedziałam, że ja go znam, ale w życiu nie pomyślałabym, że mogę go spotkać na wakacjach!
- Ale kto jest kim?! - denerwowałam się.
- Weź jej powiedz Emily, bo zaraz nas zabije! - zażartował.
- Więc ten chłopak to nie kto inny jak Niall Horan, należący do brytyjskiego boysband'u One Direction.
- Wiedziałam, że skądś go kojarzę. Nie myślałam, że spotykasz się z takimi sławami...
- Jakimi sławami, on nawet talentu nie ma! Ja nie wiem, co dziewczyny w nim widzą. Ja jestem o wiele bardziej przystojniejszy. - wychwalał się kuzyn, co to nie on.
Po chwili dołączył do nas Niall.
- Teraz już mnie kojarzysz?
- Tak, tak jak najbardziej, ale nadal nie mogę uwierzyć, że mój kuzyn przyjaźni się ze sławnym kolesiem. - naprawdę nie docierało to do mnie.
- Zdarza się. - zaśmiał się Niall.
- To możemy wreszcie dojść do tej pizzerii?! - zdenerwował się Greg.
- Do kawiarni mieliśmy iść. - wtrącił Niall.
- Zdecydowałem, że za bardzo zgłodniałem, żeby iść do kawiarni.
Przez Gregora zmieniliśmy plany, poszliśmy więc do pizzerii.

Było pysznie, smacznie, pośmialiśmy się, pogadaliśmy.


Zrobiło się już trochę późno, dlatego postanowiliśmy wrócić do domu.
Wyszliśmy z pizzerii. Gregor z Emily zobaczyli coś po drugiej stronie ulicy. Zostałam więc sama z Niall'em.
Chciałam zobaczyć, która jest godzina, dlatego z torebki sięgnęłam po smartfona. Pech chciał, ze wyleciały mi kluczyki.
Chciałam je podnieść, ale widać, że Niall chciał postąpić tak samo.
Nasz wzrok spotkał się kolejny raz w tym dniu. Wpatrywaliśmy się tak w siebie dobre pół minuty. Niall przybliżył się do wtedy do mnie, a nasze usta złączyły się w jedno.


Ten moment zupełnie odmienił moje życie.

______________________________

Zamówienie złożone przez Natka Szulc
Podoba się? :D