wtorek, 19 listopada 2013

Elo.

Przepraszam za mały zastój na blogu.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła spokojnie dodać kolejny imagin ;)
Uzbrójcie się w cierpliwość :D

wtorek, 1 października 2013

17. Tomasz Kędziora



-Długo jeszcze będą mieć ten trening? – pytam przyjaciółki.
- A skąd ja mam to wiedzieć! Lepiej tu siedźmy i czekajmy. Ciesz się, że już sobie nie pojechali. Mamy chociaż tyle szczęścia! – odezwała się Irka.
- A czy to jest w ogóle dobry pomysł, żeby chować się za samochodem? Jeszcze nas o coś posądzą…
- Ale to nie jest samochód żadnego z nich. Kto parkował by tak daleko kiedy pod samym wejściem jest tyle miejsca? Ja ci mówię nic nam nie grozi, nikt nas nie zobaczy, a my – jak oni skończą trening- wyjdziemy jakby nigdy nic i będzie okej. – przyjaciółka mruga do mnie okiem.
- Niech ci wierzę.
Nadal zastanawiam się, czy nie wpakowałyśmy się w jakieś kłopoty. To dzieje się przeważnie zawsze kiedy jestem z nią. Jeszcze kiedyś zamkną nas razem w więzieniu. Gwarantuję, ale lepiej ‘wypluję’ te słowa.

Nudno, nudno i jeszcze raz nudno. Czy nie możemy iść normalnie jak każdy normalny człowiek popatrzeć kulturalnie, a nie chować się jak jakieś bandziory za autem? Ach te pomysły Irki. Nigdy ich nie zrozumiem.
- Czemu nie zagadasz do tego nowego kolesia? Widzę, że ciągle się na niego gapisz! – zadaje nagle pytanie przyjaciółka, żeby nie siedzieć dłużej w ciszy.
- Oj tam. Bez przesady, jest ładny, ale nie w moim stylu. Nie można sobie tylko popatrzeć? A czemu ty nie zagadasz?
- Przecież wiesz, że mam chłopaka! A no tak, nie jest piłkarzem. Oczywiście, że nie twój styl, zapomniałam!
- Jak zwykle przesadzasz… Ale masz racje, rzeczywiście. – uśmiecham się na jej słowa.
W pewnym momencie słyszę jakieś kroki w naszą stronę, Irka pewnie też je słyszy.
- Yyy… pomóc w czymś? – odzywa się nieznajomy głos.
CO??? Czy to… Czy to Tomasz Kędziora???! !  NIE, NIE, NIE!!! Nie wierzę, to nie może być prawda!
Wiedziałam, że pomysł Irki  będzie do bani, ale nie… musiałam jej posłuchać!
- Oczywiście, że nie, koleżance zrobiło się słabo, nie wiedziałam, czy dam sobie radę, samochód był blisko więc doszłyśmy do niego i na chwilę się zatrzymałyśmy.  – oczywiście, że ja muszę być tą ‘poszkodowaną’. Irka powoli wstaje, łapie mnie pod rękę i chce się ulotnić.
- Szczerze mówiąc nadal nie wygląda najlepiej, według mnie jest jakaś blada, ale może mi się wydaje. – odpowiada piłkarz Lecha Poznań.
„To przez Ciebie idioto!” myślę sobie, ale nie potrafię się odezwać.
- Zawiozę was do szpitala. – informuje Tomasz.
- Ależ nie trzeba! – nagle ‘odzyskuje’ przytomność.
- Nie byłbym tego taki pewien. – stawia na swoim chłopak. – A tak, nie przedstawiłem się. Jestem Tomek. – podaje dłoń.
- Ja jestem Irka, a to moja przyjaciółka Edyta. – przedstawia nas Irka.
Jakbym sama nie mogła tego zrobić…
- Więc dziewczyny, wskakuje, to żaden kłopot. – nalega.
- Nie dziękujemy, dojdziemy same.
- Przykro mi, ale nie wiem czy nie stanie się coś gorszego Edycie więc wole zawieść was tam osobiście.
- Ale ja nie wzięłam po prostu leków i teraz oto są takie efekty. – próbuje go jakoś przekonać, że nic mi nie jest.
- To chociaż podwiozę cie do domu.
- Nie, naprawdę, nie trzeba. Dojdziemy same. – uśmiecham się.
-W sumie to Tomek ma rację, nie wiadomo co się może stać po drodze, a ja mogę nie dać sobie sama rady… - przeciąga Irka. – Lepiej, żeby odwiózł cię do domu, ja dam sobie radę. – mruga do mnie okiem. Nie wiem o co jej chodzi. Nadal jestem w głębokim szoku i pewnie rzeczywiście nie wyglądam najlepiej.
- Czyli mogę ją odwieźć do domu? – uśmiecha się piłkarz.
Ym… Piłkarz. Ja to świetnie brzmi. Ale nadal nie wyobrażam sobie wspólnej przejażdżki autem z Tomaszem Kędziorą.
- Oczywiście. Dziękuje za zrozumienie. – Irka się uśmiecha, żegna i odchodzi.
- To gdzie mieszkasz? – pyta i otwiera drzwi pasażera, abym mogła wejść do auta.
Wsiadam, podaję mu adres i odjeżdżamy.
Po drodze poznajemy się bliżej. Rozmowa staje się coraz milsza, a drogi do domu zostaje coraz mniej.
- Cieszę się, że mogę ci pomóc. – odzywa się.
- Dziękuje więc ci bardzo. – uśmiecham się i spoglądam prosto w jego oczy.
Ma takie piękne oczy… Całe szczęście, że stoimy na światłach, bo jestem pewna, że spowodowałby wypadek.
Nawet nie myśli, żeby ruszyć.
Siedzimy tak w milczeniu kilka sekund, patrząc sobie w oczy, aż nagle samochód za nami zaczyna się denerwować, trąbiąc na nas.
- Musieli popsuć tą piękną chwilę? – wypala ze słowami Tomek.
Ja się rumienię i śmieję.
Jeszcze nigdy nie czułam się tak wspaniale.
Nagle moja kieszeń zaczęła wibrować. Na wyświetlaczu telefonu widniał sms od Irki.
„Jutro mi wszystko opowiesz. ;-D WSZYSTKO! ^^”
Śmieję się do telefonu, Tomek to zauważa.
- Gadasz z telefonem? – śmieje się.
- Być może.
- Koniecznie musisz mi dać swój numer telefonu, bo chcę, żebyś na moje sms’y też tak się śmiała do ekranu. – żartuje.
- Nie ma sprawy. – cieszę się.
- A co powiesz, na to, jeśli przyjechałbym jutro po ciebie do ciebie i zabrałbym cię do jakiegoś miejsca?
- Hym… Mnie, mnie, mnie….? – uśmiecham się.
- Ciebie, ciebie, ciebie.
- Powiem, że będzie mi bardzo miło dokądkolwiek pojedziemy. – przyznaję.
- Cieszę się.- Już się nie nogę doczekać. – mruga do mnie okiem.
Niestety jesteśmy już na miejscu.
Kierowca szybko wysiada z auta i podbiega do moich drzwi. Pomaga mi wysiąść obejmując mnie w pasie.
Nie protestuję.
- Wiesz co, w sumie cieszę, że zemdlałaś pod moim autem.
- Nie zemdlałam, tylko zrobiło mi się słabo i ja również cieszę, się z tego przypadku.
- To jak… jesteśmy na jutro umówieni?
- Oczywiście.
Ostatni raz patrzę mu głęboko w oczy. On mi też.
Nagle nasze twarze są coraz bliżej. Każdy centymetr maleje, powstają coraz to mniejsze milimetry.
Tak!
Pocałował mnie!
Tego dnia na pewno nigdy nie zapomnę! Nie wierzę w to, ale naprawdę się zakochałam! I do tego w chłopaku z moich marzeń!
Jestem prawdziwą szczęściarą! Nie wiem, co by było gdyby nie pomysł Irki.    

____________________________________________

Taki tam imagin dla   z okazji jej imienin, które były już dawno xD 
Ale co tam... jeszcze raz WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! <3 

czwartek, 26 września 2013

16. Lionel Messi




[Evelyn jest przyrodnią siostrą Pique. Właśnie wróciła do Barcelony po pobycie w Anglii]


- Zaraz do Was wpadam.- Zadzwoniłam szybko do mojego ‘braciszka’.
- Jesteś w Barcelonie? – usłyszałam jego zdziwiony głos.
- Przecież tydzień temu mówiłam, że wracam. – zaśmiałam się – Sprzątaj chatę zaraz jestem.


- Jak dobrze Cię widzieć siostrzyczko. – otworzył mi Gerard z Milanem na rękach.
- Też się cieszę. Ale daj mi już mojego bratanka. – zaśmiałam się.
Geri podał mi Milana. Udałam się od razu do salonu.
- Hej Shaki. – przywitałam się z blondynką. – Nie wiedziałam, że macie gościa. – powiedziałam kiedy zobaczyłam Messiego.
- Ja też nie wiedziałem, że wróciłaś. – wstał i przywitał się ze mną.
- Ciekawe kogo to sprawka? – spojrzeliśmy na wchodzącego do salonu Pique.
- No co? O co wam znowu chodzi? Ja nic nie zrobiłem.
- Ale to ty po mnie zadzwoniłeś. – powiedział Leo.
- Ale to było zanim Evelyn do mnie zadzwoniła. A niekulturalnie jest tak kogoś zapraszać i po chwili dzwonić, że nie może przyjechać.
- Dobra, już się tak nie tłumacz i tak Ci nie wierzą. – powiedziała Shakira. – Opowiadaj jak było w Anglii.
-Zimno. – Zaśmiałam się. – Nie no świetnie. Bardzo mi się tam podobało.
- Tylko Londyn Ci się tak podobał, czy ktoś w tym Londynie? – pytała dalej blondynka.
- Oj tam. To mało ważne. – spuściłam wzrok.
- Opowiadaj. Wszyscy chcemy wiedzieć.  – nie spodziewałam się, że Leo to powie.
- Nie męczcie tak mojej siostry. Jak nie chce to niech nie mówi. – no Geri, po tobie też nie. Najbardziej ciekawski człowiek na świecie nie chce wiedzieć, czy z kimś się spotykałam.
Siedzieliśmy tak we czwórkę, dopóki najpierw Shaki się nie zmyła, mówiąc, że musi położyć Milana spać. Chwilę później byłam\ już sama z Messim, bo Gerardowi nagle się coś przypomniało.
- To się musiało w końcu tak skończyć, że zostawią nas samych. – powiedziałam po chwili ciszy.
- Naprawdę kogoś miałaś w Londynie? – spytał niepewnie.
- No może były trzy  osoby, z którymi się spotykałam. Ale nie trwało to długo.
- Dlaczego? – Leo musisz być taki ciekawski…
Zanim zdążyłam odpowiedzieć zadzwonił mój telefon. To była Jasmine. Pytała kiedy wracam, bo Zuri robi się trochę marudna.
- To powiesz mi dlaczego? – spytał, gdy skończyłam rozmowę.
- Powiedzmy, że coś ich odstraszało. – no to teraz już chyba jest ten czas – Wpadniesz do mnie? Ktoś chciałby Cię poznać.
- Jeśli chcesz.
- Dobrze, tylko powiem Gerardowi i Shaki, że wychodzimy.
Udałam się na pierwsze piętro, gdzie pewnie byli.
- Coś się stało? – spytał Gerard, gdy mnie zobaczył.
- Jedziemy do mojego domu. Już czas, żeby się dowiedział.
- Jesteś pewna? – Shaki.
- Przecież kiedyś i tak się dowie.


- To kto taki chce mnie poznać?
- Pamiętasz co się stało 4 lata temu miesiąc zanim wyjechałam.  – powiedziałam otwierając drzwi do domu.
- Chodzi Ci o tą noc?
- Tak.
- Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wyjeżdżasz na ten staż. I miałem nadzieję, że coś więcej.



- Tylko, że nie byłam na żadnym stażu. – powiedziałam zanim weszliśmy do salonu.
W pomieszczeniu bawiła się mała Zuri z moimi przyjaciółkami Jamine i Grace.
- Ja zaszłam w ciąże. I nie wiedziałam jak mam Ci to powiedzieć. Z dnia na dzień powiedziałam Gerardowi, że wyjeżdżam do Anglii jakby ktoś pytał to jadę tam na staż.
- Mama! – powiedziała mała wychylając się z za Grace. – Mamo o kto to?
Leo podszedł bliżej dziewczynki.
- Cześć mała. Ja jestem twoim tatą. – uśmiechnął się dotykając jej małej rączki.
- Naprawdę?
- Tak. – przytulił do siebie Zuri.
- Nie masz pojęcia jak się cieszymy, że w końcu się odważyłaś. – powiedziała Grace podchodząc do mnie razem z Jasmine.
- To jest najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć. – poparła ją Jasmine.
- Wiem. – odpowiedziałam i poszłam w kierunku Leo i Zuri. 

__________________________________________________


Imagin dla Natka Szulc - mam nadzieję, że się podoba :D

sobota, 10 sierpnia 2013

15. Neymar

,’24 kwietnia 2013r.;,
Santos – to miejsce chyba nigdy się nie zmienia. Minęło 5 lat a tu wszystko ciągle takie samo. Poznaje nawet większość ludzi, których wyjeżdżając postanowiła opuścić.
Idąc ulicą poczułam, jakby czas stanął w miejscu.
- Witaj Leah. – usłyszałam za sobą, gdy zatrzymałam się na chwilę.
- Ney…- odwróciłam się i zobaczyłam mojego przyjaciela.
- Mój Boże… Jak ja cię dawno nie widziałem. – powiedział i przytulił mnie.
- Tęskniłam.
- Ja też…Nawet nie wiesz jak bardzo.
Staliśmy tak jeszcze chwilę, dopóki zauważyłam, że ludzie nam się przyglądają. Natychmiast odsunęłam się od piłkarza.
- No to teraz jesteś gwiazdą. – uśmiechnęła się.
- Heh. Zawsze Ci powtarzałem, że jestem zdolny. – przejechał dłonią po włosach i zaśmiał się.
- A jaki skromny.
- No ba. – obydwoje wybuchliśmy śmiechem. – Na długo wróciłaś?
- Raczej na zawsze.
- Naprawdę? Jezu, jak się cieszę. – podniósł mnie i zaczął kręcić.
-Puść! – krzyknęłam przez śmiech. – Ludzie się patrzą.
- A co? Wstydzisz się mnie?
- Oczywiście, że nie. Ale muszę już iść.
- Dobra. Jurto obowiązkowo się spotykamy. – uśmiechnął się.
- Tak jest. – przytuliłam go jeszcze – Pa – i poszłam do domu.


,’20 maja’,
Siedzieliśmy w moim pokoju. Tak blisko siebie, że nasze ciała niemal się stykały. Muszę go wspierać teraz. Tego najbardziej ode mnie oczekuje.
- Cieszę się, że to zrobiłeś. Tam naprawdę dobrze się rozwiniesz. – upewniałam mojego przyjaciela, że dobrze zrobił decydując się na transfer do Fc Barcelony.
- Cieszę się, że tak mówisz. - przytulił mnie. – Wiesz, że liczę się z twoim zdaniem.
- Tylko szkoda, że nie będziemy się tak często widywać. – zrobiło mi się trochę smutno.
- Możesz przecież przenieść się tam razem ze mną. – uśmiechnął się.
- Taa.. a media natychmiast zaczną pisać o twojej nowej dziewczynie.
- A nie chciałabyś nią być. – odwrócił mnie w swoją stronę.
- Ney… - spuściłam głowę.- To nie jest takie proste. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Ale czy to znaczy, że nie możemy być dla siebie kimś więcej? –spytał – Leah, spójrz na mnie. – złapał mnie za podbródek i delikatnie uniósł moją głowę. W oczach miałam łzy. – Ej, słońce.. Dlaczego płaczesz? – spytał.
- Wiesz dlaczego tu wróciłam? – spytałam – Przez te pięć lat próbowałam o Tobie zapomnieć. Wplątywałam się w różne romanse, związki tylko dlatego, żeby zapomnieć o uczuciu do ciebie. I prawie się udało. Dopóki moja znajoma nie przyszła z gazetą z tobą na okładce. Potem zobaczyłam Cię w telewizji. Usłyszałam twój głos, śmiech i wszystko wróciło. Musiałam tu wrócić i chociaż Cię zobaczyć.
- Leah… Ja nie wiem co mam powiedzieć.
- Jeśli nic nie czujesz zrozumiem.
- Nie! Leah.. Ja Cię Kocham. – powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Naprawdę?
- Tak. Ten czas odkąd wyjechałaś był najgorszym okresem w moim życiu. To, że koncentrowałem się na piłce pozwalało mi normalnie żyć. A kiedy Cię zobaczyłem. Wtedy na ulicy. Miałem ochotę podejść i Cię pocałować. Ale zdobyłem się tylko na rozmowę.
- Oby dwoje tchórzyliśmy.
- Może teraz spróbujemy? Skoro wreszcie się odważyliśmy.
- Chcesz tego? –spytałam.
- Jak niczego innego. – przybliżył swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach czuły pocałunek.




___________________________________________________________
Ten imagin był na laptopie już od czerwca... Mam nadzieję, że się spodoba...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

14. Mario Götze

Mam na imię Nina. Mieszkam niedaleko Monachium. Kilka lat temu spotkałam wyjątkowego człowieka dzięki jednemu zakładzikowi.

Moje koleżanki spierały się ze mną, że mam powodzenie u chłopaków tylko dzięki swojej urodzie. Może i jestem modelką i pozuję do różnych zdjęć, ale to nie prawda, że "liczy się tylko ładna buzia"... Wcale nie...


*4 lata wcześniej*


-No w końcu!!! - powiedziałam do siebie i poszłam otworzyć drzwi.
Odwiedziła mnie koleżanka - Jane, z którą mam najlepszy kontakt.
Jak zawsze chce zobaczyć album ze zdjęciami powstałymi podczas profesjonalnych sesji, w których biorę udział.
- Świetne foty!! - powiedziała Jane. - Ale masz fajnie, malują cie, ubierają, a potem jeszcze za to wszystko płacą. Zazdroszczę ci... Też chciałabym być modelką...
- Nie ma czego! Tak na prawdę to jest dość ciężka praca... - odezwałam się.
Jako modelka pracuję dopiero od kilku miesięcy. Lubię to zajęcie, ale nie traktuję tego zbyt poważnie. Dzisiaj mogę być w centrum uwagi, a jutro już o mnie zapomną.
-Nie masz na co narzekać! Takie ładne dziewczyny jak ty mają lekkie życie. Dostają kasę za pozowanie do zdjęć, nauczyciele lepiej was traktują...  A na dodatek każdy facet się w was kocha.
- Bez przesady! W miłości wygląd nie jest najważniejszy. Fajny koleś, będzie wolał być z brzydką dziewczyną, z którą będzie miał o czy pogadać, niż z śliczną, za to nudną i głupią laską.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć... ale skoro jesteś tego taka pewna, to może spróbuj poderwać jakiegoś przystojniaka przebrana za brzydulę. Co ty na to?
- Spoko! Zobaczysz, że miałam racje! Prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z wyglądem!
- Na pewno ci się nie uda! - koleżanka się ze mną droczyła.
- Uda, uda! Już dzwonię do znajomej, poprosić o kilka gadżetów i udzielenie rady jak się malować, żeby ładnie nie wyglądać. - zaśmiałam się i zadzwoniłam.

Dzień później

Umówiłyśmy się o 11.00 przed siłownią. Ciekawe czy Jane mnie pozna.
- Hej! - przywitałam się.
- Nina! Jak ty wyglądasz! Super! - koleżanka się zaśmiała. - I nie wstydziłaś pokazać się tak na ulicy?!  Dzielna jesteś!
- Wygląd jest nieważny!- upomniałam się. - To co, idziemy poćwiczyć i kogoś poderwać?
- Idziemy!

*na siłowni*

- Patrz jakie ciacho!- Jane wskazała na średniego wzrostu bruneta.- Nina, oto twoja ofiara! Spróbuj poderwać tego kolesia!
- Wygram zakład, jeśli ten chłopak się we mnie zakocha, tak? No dobra...
Zaczęłam iść w stronę nieznajomego, choć mam wrażenie, że nie jest mi taki 'nieznajomy' skądś go kojarzyłam, tylko nie wiedziałam do czego go przyczepić.
- Sorry, jestem NI...COL. - stwierdziłam, że lepiej nie będę podawała swojego prawdziwego imienia. - Pomożesz mi? Nie wiem, jak ćwiczyć na tych sprzętach...
- Jasne, nie ma sprawy! - chłopak zaczął mi wszystko tłumaczyć, po pięciu minutach nie było już tak źle.
- Widzisz, to wcale nie jest takie trudne! - uśmiechnął się.
- Tak! Wszytko świetnie wytłumaczyłeś, że nawet taka ciamajda jak ja załapała. Dzięki!
Im dłużej spędzałam z nim ten czas, tym bardziej zaczynał mi się podobać! Przecież to jest tylko zakład! Wcale nie mogę tego zrobić...
- Może umówimy się i... razem poćwiczymy? Podam ci mój numer. - powiedział a mi zrobiło się słabo z wrażenia.
- Chętnie! - ucieszyłam się i właśnie wtedy zdałam sobie, że jest chyba za późno na 'odkochanie się'.    
- Tak w ogóle... jestem Mario! - podał mi dłoń.
Teraz to już w ogóle zaczęły fruwać po moim brzuchu motylki.


Dzień później

*kawiarnia*

 -Mówię ci! Ten Mario jest świetny! No i tak jak myślałam- wygląd wcale nie jest najważniejszy. Gdybym była gburowatą ślicznotką, szybko by mnie spławił.
- Tylko się nie zakochaj! - upomniała mnie Jane. - Pamiętaj, że to zakład!
- Chyba za późno. - wycedziłam.
- Pamiętaj, że niedługo znowu będziesz sobą - śliczną Niną, a nie brzydulą Nicol.
- Ale ja nic na to nie mogę poradzić.- na mojej twarzy zawitał grymas smutku. Musiałam trochę ochłonąć. - Może wracajmy już... - poprosiłam koleżankę.
Wstałyśmy z krzeseł i zmierzałyśmy już w stronę wyjścia, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł..
- Sory! - powiedziałam.
- Nic nie szkodzi. Ee... Chwileczkę... czy my się przypadkiem skądś nie znamy?
Oj! Nie jest dobrze! I co tu teraz powiedzieć?! Chyba najlepiej będzie jak szybko stąd wybiegnę... tak tak, to chyba najlepszy pomysł.
Wyleciałam jak głupia, nie patrząc co dzieje się z tyłu.
- Nina! Zaczekaj! - Jane mnie wołała... o mały włos a kompletnie bym o niej zapomniała.

Tydzień później

Z Mario spotykam się codziennie, oczywiście jako Nicol. Kiedy spotkaliśmy się raz po tym incydencie w kawiarni ciągle wypytuje, czy aby nie mam na pewno siostry bliźniaczki.
Ale ja już tak dłużej nie mogę - chcę mu powiedzieć, kim jestem na prawdę i chcę to zrobić właśnie dzisiaj.

*park*

- Cześć Mario! - krzyknęłam z oddali.
- Nicol? To ty?! - chyba się zdziwił... rozumiem go... na początku sama nie mogłam się przyzwyczaić do wyglądu brzyduli.
- Tak to ja! - zaśmiałam się. - Aparat ortodontyczny i okulary nie były prawdziwe, ale mój charakter i poczucie humoru to autentyki. A na imię mi Nina! To właśnie prawdziwa ja. - uśmiechnęłam się. Mam nadzieje, że zły nie będzie.
- Ty i Nicol to jedna i ta sama dziewczyna...?! Jeśli tak to jestem podwójnym szczęściarzem! I nie obraź się, jeśli od czasu do czasu nazwę cie Nicol. - zaśmiał się. - Czyli jednak widziałem cie tam w kawiarni...
-Tak, to byłam ja - Nina. - mrugnęłam okiem.
-Ja w sumie też ci czegoś nie powiedziałem...
Byłam w szoku! Skoro ja miałam przed nim taką tajemnicę, to jaką on...?!
- Jestem piłkarzem. - zaśmiał się.
- To dlatego gdzieś cie już widziałam. - wybuchłam śmiechem.
- Tak słodko się śmiejesz. - zawstydziłam się lekko, a on mnie pocałował.

***

Teraz jestem ogromnie szczęśliwa! Mam wspaniałego chłopaka - no dobra parę dni temu oświadczył mi się. Wychodzi na to, że teraz jest moim narzeczonym. Tak w ogóle spodziewamy się dziecka. Jeśli to będzie dziewczynka już wiemy jak damy jej na imię - Nicol oczywiście.

__________________________

Imagin o Mario dla   Ni tusia

 Mam nadzieję, że nie jest zły... ;)     

piątek, 5 lipca 2013

13. Nathan Sykes


Natalie siedziała ze swoim najlepszym przyjacielem w jego domu na przedmieściach Londynu.
Siedzieli oglądając jakiś nudny program telewizyjny.
Nagle w telefonie chłopaka odezwał się dzwonek oznajmiający otrzymanie nowej wiadomości.
Po odczytaniu jej Natan uśmiechnął się i wysłał tylko odpowiedź w postaci słowa „Dziękuję”
- Nie nudzi ci się? – spytał nagle dziewczynę.
- Może trochę.- odwróciła się w jego stronę.
- Masz ochotę na małą wycieczkę rowerową.
- Jasne. – podniosłą się z kanapy – Tylko gdzie?
- O to już się nie martw. – złapał dziewczynę za rękę i poszli wyciągnął rowery z garażu.
- To powiesz mi gdzie jedziemy? – spytała.
- Niespodzianka. – przytulił ją i za chwilę obydwoje kierowali się już w stronę tajemnego dla dziewczyny miejsca.
Po drodze śmiali się, wspominali śmieszne historie. Dziewczyna jeszcze kilka razy próbowała wyciągnąć z Nathana gdzie się kierują. Lech chłopak pozostawał na te pytania obojętny.
Po około 20 minutach jazdy pozostawili rower przy samotnym drzewie.
- Muszę Ci zasłonić oczy. – uśmiechnął się i zawiązał niebieską chustkę.
Złapał swoją przyjaciółkę za rękę i prowadził ją w przygotowane przez jego przyjaciół i siostrę miejsce.
- Kiedy mi to ściągniesz? – pytała śmiejąc się dziewczyna.
- Za momencik.
Przeszli jeszcze kawałek.
- Już.
Dziewczyna zobaczyła, że stoją na pomoście nad stawem. Niedaleko był mały lasek. A wszędzie dookoła zielone łąki. Pomost przystrojony był kolorowymi lampkami. Na nim leżał koc i koszyk.
- Pięknie tu. – powiedziała dziewczyna i przytuliła chłopaka.
- Wiem. Zrobimy tu sobie noc pod gwiazdami. – uśmiechnął się szeroko chłopak.
- Jakaś konkretna okazja?- spytała odrywając się od niego.
- 6 rocznica naszej przyjaźni.
- O mój Boże zapomniałam. Przepraszam.
- Nie ważnie. W tym roku to ja pamiętałem. – podszedł bliżej i ucałował ą w czoło. – Zatańczymy? –spytał
- Jak bez muzyki? –zaśmiała się Natalie.
- Poczekaj chwilę. – Nathan wyciągnął z koszyka małe radyjko. Z którego chwile później płynęła piosenka „I’ve had ( thetime of my live)” .
- Moja ulubiona piosenka. – uśmiechnęła się dziewczyna i przymknęła oczy.
Chłopak podszedł bliżej i przytulił do siebie Natalie.
- Wiesz, że Olaya ze mną zerwała? – spytał w połowie piosenki.
Olaya – wróg Natalie numer jeden. Nie lubiła jej dlatego, że pojawiła się w życiu Nathana w momencie gdy dziewczyna była gotowa wyznać przyjacielowi co naprawdę czuje. Z resztą obie pałały do siebie nienawiścią.
- Dlaczego? – spytała próbując ukryć nutę radości w głosie.
- Dowiedziała się, że kocham inną. – wyszeptał cicho.
- Co to za szczęściara? – spytała lekko zawiedziona.
-Później Ci ją przedstawię. – znowu stchórzył.
Dlaczego oboje bali się powiedzieć prawdy? Przecież oboje się kochali. Dla Natalie to Nathan a dla Nathana to Natalie była najważniejszą osobą w życiu.
Gdy skończyła się piosenka, oboje usiedli na kocu.
- Co tu masz ciekawego? – spytała dziewczyna zaglądając do środka.

Po opróżnieniu części koszyka, przyjaciele spacerowali brzegiem stawu.
Dziewczyna nie miała zbyt dobrego humoru i próbowała to ukryć przed Nathanem. Jednak chłopakowi coś nie pasowało w jej zachowaniu.
-Natalie czy coś się stało? –spytał – Jesteś na mnie zła?
- Trochę. – odpowiedziała niewyraźnie.
- Dlaczego?
- Bo nie chcesz mi powiedzieć, jaka dziewczyna odbiera mi najlepszego przyjaciela. – próbowała obrócić wszystko w żart.
- Chodź. – pociągnął ją za ręką i podeszli bliżej brzegu tak, że ich postacie odbijały się w wodzie. – Widzisz tą dziewczynę tu? – spytał pokazując na jej odbicie. Dziewczyna tylko pokiwała głową. – To ona.
- Co? – Natalie nie mogła w to uwierzyć. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy, ale łzy szczęścia. 
- Ej, dlaczego płaczesz?
- Bo… Nath… Ja też Cię kocham.

- Choć do mnie. – przytulił ją i ucałował w czoło. – Nie płacz już, dobrze? – otarł jej łzy. Jedną ręką złapał dziewczynę za podbródek, uniósł jej twarz i delikatnie pocałował. 
____________________________________________________________________
Imagin 13 mam nadzieję, że nie pechowy ;)
Dla : 
Natalia.♥ 
Przepraszam że tak długo ;( 
Nie wiem czy lubisz utwór, który wybrałam ale to było pierwsze co mi przyszło do głowy. 

poniedziałek, 27 maja 2013

12.Marco Reus

   Moja kochana ciocia robi sobie wakacje. A kto ma się zajmować jej domem... Oczywiście ja... Teraz muszę się włóczyć w drugiego końca kraju do Dortmundu.


- Wszystkim się zajmę. Miłej podroży. - pożegnałam ciocie.
  Wróciłam z powrotem do salonu. I co ja mam teraz robić... Chyba obejrzę coś w TV...
  No tak... tu też jak zwykle nic ciekawego.... Zostawiłam na jakiś teleturniej.  
  Całkiem niespodziewanie po jakiś 15-minutach usłyszałam dzwonek do drzwi...
  Niechętnie podniosłam się z kanapy. Podeszłam do drzwi i wejrzałam przez judasza.
 Nie, nie, nie.. Ktoś sobie żartuje? Dlaczego przed drzwiami domu mojej cioci stoi Marco Reus?
 Vanessa, spokojnie...
 Otworzyłam drwi.
- Dzień dobry. Jest pani Angelica? - spytał od razy gdy otworzyłam drzwi.
- Dzień dobry. Nie, nie ma, Wyjechała. - uśmiechnęłam się.
- A ty jesteś?
- Vanessa Angelo. Jej siostrzenica.
- Miło poznać  Przyniosłem ciasto, bo sam go chyba nie zjem. Ale skoro pani Angie nie ma to może ty się poczęstujesz?
-Chętnie. Wejdź. - zaprosiłam go do środka.
 Wzięłam od piłkarza blachę z plackiem i udałam się do kuchni... Nalałam soku do szklanek i już za chwilę pojawiłam się z powrotem w salonie.
- Na długo tu przyjechałaś? - spytała gdy usiadłam na kanapie.
- Ponad miesiąc... Angie wyjechała na wakacje.
- Trochę dziwne, że pani Angelica nic nie wspominała o żadnej rodzinie nigdy. Nawet o takiej ślicznej siostrzenicy. - uśmiechnął się.
 Zdziwiło mnie trochę to co powiedział.
- Czym się zajmujesz? - zaczął mnie wypytywać o wszystko. O moje dzieciństwo, o to co lubię.... po prostu po wszystko.
 Rozmawiało nam się bardzo dobrze.  Znaleźliśmy wiele wspólnych tematów.  O godzinie 20 otrzymał jakiś telefon i musiał już iść.


"2 tygodnie później"


  Z Marco spotykamy się codziennie. Dogadujemy się bardzo dobrze. Zdążyłam nawet poznać kilku jego znajomych. 

 - Dziękuję. Do widzenia.  - wzięłam zakupy z lady i wyszłam ze sklepu. Szłam powoli.  Wcale nie śpieszyło mi się żeby być z powrotem w domu. 
  Większość drogi minęła spokojnie. 
   Byłam już prawie pod domem, gdy poczułam jak ktoś wyrywa mi siatkę z reki i popycha mnie na chodnik.  Odwróciłam się i chciałam wstać. Nie zdążyłam... Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i podnosi. Napastnik chciał zanieść mnie do swojego samochodu.  Zaczęłam krzyczeć. Miałam nadzieje, że ktoś może jest własnie na ogródku i usłyszy mnie. 
- Zostaw ją. - usłyszałam znajomy mi głos. 
- A bo co mi zrobisz? - zaśmiał się bandyta,  puścił mnie i podszedł miejsce gdzie stał Marco z jakimś facetem.  
 Mężczyzna okazał się policjantem. Raz dwa. Marco i On rozprawili się z napastnikiem. 
- Nic ci nie jest? - spytał Reus. 
- Nie. 
- Chodź. Zaprowadzę cie do domu. 


- Dziękuję. - powiedziałam gdy siedzieliśmy na kanapie.  - Tylko skąd był tu tan policjant?
- To znajomy. Musiał oddać mi pewną rzecz i wpadł na chwile. I nie ma za co dziękować. - uśmiechnął się i mnie przytulił. - Nie wiem co bym zrobił jakby Ci się coś stało. 
  Siedzieliśmy długo w ciszy. 
- Marco? - spytałam nagle. 
- Tak? 
- Co miało znaczyć " Nie wiem co bym zrobił jakby Ci się coś stało" ?
- Vanessa - odwrócił mnie w swoją stronę. - Ja.. ja po prostu... no...
- Powiedz
- Kocham Cię. 
  Byłam lekko zdziwiona tym co powiedział. Jednak... ja też coś do niego czułam. 
- Marco... 
- Wiem, teraz pomyślisz sobie o mnie wszystkie najgorsze rzeczy...
- Marco... 
- .... I nie będziesz chciała mnie już znać. Ale ja na prawdę .... - zamknęłam mu usta pocałunkiem - Kocham Cię. - powiedział gdy skończyłam .
- Po pierwsze: nie pomyśle o tobie żadnych złych rzeczy.  Po drugie: nigdy nie powiem, że nie chce cię znać. Po trzecie: też Cię Kocham. 
  Tym razem to on zaczął mnie całować.
_________________________________________________________________________
Po krótkiej przerwie wróciłam...
Dla Kinga Musiał
Mam nadzieje, że cie nie zawiodłam ;3