niedziela, 2 marca 2014

23. Luke Brooks



To był bardzo upalny dzień, kilka lat temu. Nie dziwić się, środek lata, Sydney, czego można się spodziewać. Postanowiłam, że trochę pozwiedzam to miasto, bo co mogę innego sama tam robić. W oddali zobaczyłam fontannę opętaną przez kilkadziesiąt ludzi. „Cóż”, stwierdziłam i poszłam w nadziei, że choć na chwilę dostanę się do orzeźwiającej wody, którą mogę się ochłodzić. Podchodząc bliżej zostałam opluskana przez jednego chłopaka, i to nieźle, akurat wygłupiał się z kolegami. Jeden z nich to zauważył, jednak to nie był sprawca zdarzenia.
-Przepraszam, za mojego brata.
Jednak to nie byli koledzy, tylko rodzeństwo. Faktycznie nawet podobni.
 -Nie ma za co. – uśmiecham się.
- Mam na imię Luke. – przedstawił się po krótkim namyśle.
- Ann. Miło mi. – podaje mu dłoń.
- Wcześniej cię tu nie widziałem. – uśmiecha się.
- Aktualnie jestem tu na wakacjach więc to bardzo możliwe. – odpowiadam.
- A to skąd jesteś?
- Z Anglii. Mieszkam w Glasgow.
- No, to trochę jest. – przyznaje. – Może dołączysz do nas?
- Nie, nie chce wam przeszkadzać. Miło było kogoś poznać.  – mrugam okiem, odwracam się i odchodzę.  
- Czekaj! – zatrzymuje mnie. – Ledwo co się poznaliśmy a ty już uciekasz?
- Tak jak wcześniej wspomniałam, nie chce wam przeszkadzać.
- Boisz się moich braci? – śmieje się.
- Może… - żartuje.
- Eh… Szkoda… Ale… mam lepszy pomysł! Zaczekaj tu chwilę. – prosi i odchodzi do rodzeństwa. Po kilku sekundach wraca.
- Jeśli nie masz nic przeciwko zabiorę cię na spacer po okolicy. Będę twoim przewodnikiem. – uśmiecha się.
- Będzie mi bardzo miło.
-No więc chodźmy. – łapię mnie za rękę i odchodzimy.
Przez ten czas zdążyliśmy poznać się bliżej. Miły z niego chłopak i do tego całkiem przystojny. W Sydney został nam jeszcze tydzień, więc może coś z tego wyniknie.   
Luke oprowadził mnie po miejscach, w których do tej pory nie miałam okazji być.
Niestety ten piękny czas zleciał nam wspólnie bardzo szybko.
Nim się obejrzeliśmy na zegarkach była już 10 wieczorem. Jeszcze trochę i rodzice zaczną się niepokoić.
-Przepraszam, ale na mnie już pora. – powiadamiam nowego znajomego.
- Odprowadzę cię, tylko powiedz gdzie mieszkasz.
Powiedziałam mu swój tymczasowy adres. Kilkanaście minut później byliśmy już na miejscu.
- To może jutro spotykamy się w tym samym miejscu? – zaproponował Luke.
- Z wielką przyjemnością. – oznajmiam i żegnamy się.
Odchodzę już do drzwi mieszkania i wtem słyszę wołanie chłopaka.
- Czekaj! – odwracam się, a Luke stoi tuż za mną.
Tego bym się nigdy nie spodziewała, ale on mnie pocałował! Momentalnie w mojej głowie uwolniły się substancje odpowiadające przeżyciom, po zawarciu środków, dzięki którym człowiek czuje się lepiej.
Ja nie musiałam ich brać. Wystarczy mi jeden pocałunek z Lukiem. Czuje, że to nie będzie taka zwykła przyjaźń.
Trwaliśmy tak kilka dobrych sekund.
Uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuje, za najlepiej spędzony dzień!
-Nie! To ja dziękuje!  - odwzajemniam uśmiech i daje mu buziaka w policzek.
- Do jutra. – uśmiechnięta otwieram drzwi do mieszkania. Odwracając się zobaczyłam jak Luke potyka się idąc tyłem, aby mi pomachać ręką na pożegnanie.
Zaśmiałam się i zniknęłam za drzwiami.  

- I co było dalej? – spytała moja kuzynka.
- Od tamtej pory już nigdy go nie zobaczyłam. – powiedziałam smutno.
- Ale czemu? Nie przyszedł pod fontannę?
- Nie. To ja nie przyszłam…
-Ale przecież mogliście być razem do dzisiaj!
- Niestety, tego samego wieczoru dowiedziałam się też, że nazajutrz wracamy do domu, babcia wylądowała w szpitalu.
- Przykro mi. – podchodzi do mnie kuzynka i przytula się.  – A nie próbowałaś odnaleźć go na facebooku czy coś?
- Nawet nie wiem jak się nazywa.
- Ja zawsze chciałam pojechać do Australii! Pojedziemy razem i może uda ci się go znaleźć!
- Wątpię.
- Oj no proszę. Spełnisz moje marzenia i zarazem swoje!
- A jakie jest twoje marzenie? – pytam zaciekawiona.
- Żeby zobaczyć ich! – wtedy Maggie pokazuje mi zdjęcie 5 chłopaków.
Nie wiem, czy może wspominając go, ubzdurałam sobie, że jeden chłopak jest podobny do Luke albo po prostu to jest na pewno on!
- Jak on ma na imię? – wskazuje na chłopaka.
- Luke Brooks.
- Maggie! Chyba go znalazłam! – cieszę się jak głupia. 


_______________________________________

 Imagin dla Love Believe

Nie wiem, czy spełniłam Twoje oczekiwania, ale nie miałam innego pomysłu. ;/
Mam nadzieję, że choć trochę się podoba. xD

wtorek, 11 lutego 2014

22. Dawid Kubacki

Końcówka imagina z dedykacją dla Alicee_ ♥ 



~27 marca 2013 - Zakopane ~

Wreszcie. Powrót w rodzinne strony.
 Magdalena wyjechała na drugi koniec Polski  3 lata temu, po rozwodzie jej rodziców. Decyzja o tym wyjeździe nie była prosta. Z jednej strony jej matka, która potrzebowała wtedy wsparcia. Z drugiej strony zaś wyjazd wiązał się z rozstaniem z jej, jak to określali ich przyjaciele by poddenerwować dziewczynę, mężem. 
Do tej pory Magdalena pamiętała jak długo myślała, nad tym jak postąpić, przy kim pozostać. Gdy w końcu podjęła decyzję, długo miała wyrzuty sumienia. Ale jej ukochany Dawid nie miał jej niczego za złe. Rozumiał jej decyzję. I mimo tego, że chłopak chciał kontynuować związek, bo przecież przez cały czas nie bacząc na częste wyjazdy Dawida potrafili być szczęśliwi, Magdalena zdecydowała się zbyt pochopnie zakończyć wszystko. 
Teraz dziewczyna wraca do Zakopanego. Matka już dawno otrząsnęła  się po rozwodzie i dziewczyna mogła z czystym sumieniem wrócić do domu ojca, którego mimo wszystko nie znienawidziła. 
Czy obawiała się czegokolwiek? 
Tylko spotkania z Dawidem. 

Nie chciała, żeby ojciec po nią wyjechał. Z walizkami poradzi sobie sama, nie ma ich wiele. Chciała po prostu przejść się ulicami miasta, które tak bardzo kochała.
Jednak w końcu znalazła się po miejscem, które było celem jej podróży. 
Odetchnęła głęboko i nacisnęła klamkę.
- Tato! Już jestem! - krzyknęła zdejmując kurtkę. 
- Lenka... - mężczyzna pojawił się w korytarzu - Córeczko, wreszcie wróciłaś. - przytulił swą jedyną pociechę - Zmieniłaś się. 
- No może trochę. - uśmiechnęła się mając cały czas łzy w oczach. 
- Myślę, że jest ktoś, kto jeszcze bardziej ucieszy się z twojego przyjazdu. - złapał swą córkę za rękę i zaprowadził do małego saloniku. 
Być może gdzieś pojawiła się u Magdaleny taka myśl, ale jednak nie do końca spodziewała się, że właśnie Jego tam zobaczy. 
Chłopak był jeszcze bardziej zdziwiony niż ona. Wstał i nie wiedział co ma zrobić, powiedzieć. Teraz już wiedział, dlaczego starszemu mężczyźnie jak nigdy wcześniej zależało na jego odwiedzinach. 
- To ja może zostawią Was samych. - mężczyzna opuścił pomieszczenie. 
Dawid zdecydował się podejść pierwszy do dziewczyny. 
- Proszę, powiedz, że to nie sen. Że ty na prawdę wróciłaś. - powiedział, a Magdalena natychmiast wtuliła się w niego. 
- Tęskniła, pamiętałam, oglądałam każdy konkurs. Nie potrafiła zapomnieć o Tobie. - dziewczyna zaczęła płakać. 
- Tęskniłem. Myślałem, że Cię już nigdy nie zobaczę. - wyszeptał chowając twarz w jej włosach. 


Przez godzinę siedzieli w zupełnej ciszy, w pokoju dziewczyny. Słowa nie były potrzebne. Wystarczała tylko obecność drugiej osoby. 
Przez te 3 lata spotkali się tylko raz.

Magdalena zdecydowała się wybrać w grudniu 2012 roku na konkurs do Engelbergu. Chciała tylko przez chwilę Go zobaczyć. Już długo przed rozpoczęciem konkursu kręciła się pod skocznią. Strasznie się denerwowała. 
Tuż przed wejściem na trybuny zobaczyła ją Ewa i zaprowadziło do wioski skoczków. 
Dawida zobaczyła po jego pierwszym skoku przed domkiem Polskich skoczków. 
Stali w odległości tylko 5 metrów od siebie. Dawid obserwował ją swoimi niebieskimi oczyma, w których było widać zarazem zaskoczenie i radość. Gdy zdecydowali się zmniejszyć odległość między sobą chłopak został "złapany" przez polskiego dziennikarza. 
Wtedy coś podpowiedziało jej żeby jak najszybciej uciekła.


A teraz siedzieli razem.  W jej pokoju. Tak jak kiedyś. 
Dziewczyna uśmiechała się od ucha do ucha. Co jakiś czas po jej policzku spływała jedna łza, łza szczęścia, która byłą skutecznie "usuwana" przez Dawida. 
Chłopak co jakiś czas obdarowywał pocałunkami swoją Madzię, która siedziała wtulona w niego. Znów czuła się jak 3 lata temu, gdy miało Go częściej przy sobie. 
- Nadal nie wierze, że jesteś znów przy mnie. - wyszeptał Dawid. 
- Uwierz. - Magdalena odwróciła się lekko i pocałowała blondyna. 
- Wtedy w Engelbergu . Czemu uciekłaś? 
- Bałam się. Bałam się rozmowy z tobą,  tego, że nie będę w stanie znowu odejść. Nigdy nie przestałam Cię kochać. I mam nadzieję, że nie będę musiała się z tobą rozstać. 
- Nie. Już nigdy nie pozwolę Ci odejść. - powiedział chłopak i namiętnie ją pocałował. 
Z każdą kolejną chwilą ich pocałunki stawały się co raz bardziej namiętne. Być może doszłoby do czegoś więcej gdyby nie...
- Madzia!! - nie wiadomo skąd pojawili się Maciek i Piotrek. 
- Ups. My chyba nie w porę. -  zaśmiał się Wiewiór. 
- Co wy tu robicie? - warknął Dawid.
- Ojciec widział Madzię. - uśmiechnął się Kocur - A dostać się do twojego domu Magdalenko nie jest trudno. 
- Dobra. Już zobaczyliście Magdę a teraz wypad!! - krzyknął Kubacki. 
- Chodź Maciuś. Niech się sobą nacieszą. - zaśmiał się Piotrek - Tylko grzecznie. Nie chcemy zostać wujkami. 
- Kiedyś ich zamorduję. - westchnął Dawid, gdy przyjaciele opuścili pomieszczenie.
- Pomogę Co zatrzeć ślady. - uśmiechnęła się dziewczyna  ponownie zaczęła całować chłopaka. 
_______________________________________________________________
I jak? Podoba się?

Nie wiedziałam za bardzo o kim mam pisać, więc dziękuję siostrze która podpowiedziała mi Dawida :D

piątek, 7 lutego 2014

21. Niall Horan

- Hej Olivka. - odebrałam telefon od przyjaciółki.
- Hej. Hej. Co tam u Ciebie? - spytała od razu.
- A wszystko po staremu. - pozdrów chłopaków, bo ich słyszę.
- No znowu im się trochę nudzi. Chyba niedługo dom w powietrze wysadzą. - zaśmiała się - Kiedy wpadniesz do Londynu? Twój braciszek za tobą tęskni.
- Haha. Jakoś nie wierze, żeby mój braciszek się stęsknił. - powiedziałam - To miała być niespodzianka, więc nie mów chłopakom, ale za tydzień przylatuję do was.
- Już się nie mogę doczekać. Wreszcie będę mogła z kimś normalnym porozmawiać.

*2 tygodnie później*

Jestem już w Londynie.  Jadę taksówką pod dom chłopaków. Jak niespodzianka to niespodzianka.
Ciekawe jak zareaguje Liam, na to co mam mu do przekazania.

Zapłaciłam starszemu mężczyźnie i wysiadłam z samochodu.
Szybko przedostałam się pod drzwi i wcisnęłam dzwonek.
- Joe? - zdziwiony Harry otworzył drzwi.
- No hej Styles. - uśmiechnęłam się - Chyba mogę wejść?
- Jasne. - wpuścił mnie do środka - Co ty tu robisz?
- To już nie mogę was odwiedzić?
- Jasne, że możesz. Chodź do salonu, twój brat na pewno się ucieszy.
Zdjęłam płaszcz i kozaki i udałam się za Stylesem do salonu.
- Mamy gościa! - wydarł się Hazza.
- Joe!!! - cała reszta natychmiast się na mnie rzuciła.
- Chłopaki, dusicie. - udało mi się wypowiedzieć.
Wszyscy natychmiast się odsunęli.
- Stęskniliście się prawda? - zaśmiałam się.
- Oczywiście siostrzyczko. - brat objął mnie ramieniem.
Któryś z chłopaków zaniósł moje bagaże na górę. Chwilę później siedzieliśmy już wszyscy w salonie.
Oczywiście zostałam zasypana pytaniami co do mojego życia w Stanach. Odpowiadałam... jednak nie wiedzieli wszystkiego. Ale nie mogę ich, a w szczególności mojego brata wiecznie oszukiwać.
- Muszę wam coś powiedzieć - wypaliłam - Rzuciłam szkolę.
- Coś ty powiedziała? - wydarł się Liam - Czyś ty do reszty zgłupiała? Dlaczego to zrobiłaś?
- Dostałam propozycję grania w serialu. - powiedziałam cicho.

Liam zrobił mi awanturę przy wszystkich.  Stwierdził, że go zawiodłam.
Ja wiem, że chciał żebym miała dobrą przyszłość, jakąś stabilizację.
- Liam daj jej spokój - odezwał się Niall - Joe jest już dorosła i wie co robi. Nie możesz za nią wiecznie decydować. - bronił mnie blondyn.
- A niech robi co chce. - Liam wyszedł trzaskając drzwiami.
Popłakałam się. Natychmiast przy mnie znalazło się rodzeństwo Horan.
Niall przytulił mnie tak jak kiedyś.... No właśnie kiedyś... Wspomnienia, które wróciły były kolejnym powodem do płaczu.
Jeszcze 2 lata temu ja i Niall byliśmy parą. Niezbyt się to podobało mojemu bratu. Ale my byliśmy szczęśliwi. Wcześniej znałam Oliwię i to właściwie ona zbliżyła nas do siebie. Przy nikim nie czułam się tak dobrze, jak przy Niallu. A wystarczyła jedna kłótnia, wywołana przez mojego brata,  by w zbyt pochopny sposób zakończyć wszystko, by całe moje szczęście rozsypało się w drobny mak.

Musiałam przysnąć ze zmęczenia wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Poczułam, że ktoś mnie "niesie" na rękach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla.
- Obudziłaś się księżniczko. - powiedział sadzając mnie na łóżku - Trochę tak siedzieliśmy na dole i przysnęłaś.
- Gdzie Liam? - spytałam.
- Jeszcze nie wrócił. Nie martw się, Zayn jest z nim.
- To sobie na grzebałam. - westchnęłam.
- Nie przejmuj się. To twoja decyzja i on musi ją zaakceptować. - przytulił mnie.
- Dziękuję, że przy mnie jesteś. - szepnęłam.
- Joe... czy ty...? - Niall zaczął się jąkać.
- Co ja?
- Czy chciałabyś żebyśmy do siebie wrócili?- spytał.
- A ty tego chcesz?
- Jak niczego innego. - powiedział i mnie pocałował.

________________________________________________________________________
Imagin dla Joe Horan
Mam nadzieję, że cię nie rozczarowałam...


wtorek, 7 stycznia 2014

20. Marco Reus



-Mamo, jak poznałaś tatę? – pyta Ania.
- Jak poznałam tatę…? To było kilka, jak nie kilkanaście lat temu… Nie wiem, czy jeszcze pamiętam. – śmieje się.
-Mamo, pamiętasz! Przecież ty zawsze o wszystkim pamiętasz! – krzyczy Kamil.
- W sumie dzięki cioci Irminie poznałam waszego tatę. – mówię do bliźniaków. 
-Serio?

Kilka lub kilkanaście lat temu
(narrator)

-Nie wiem, czemu dałam się na to namówić… - Franciszka marudzi pod nosem.
- Oj no już nie marudź! – przyznaje jej przyjaciółka Irmina. – On zaraz tu będzie.
- No mam nadzieje, bo trochę tak myślę, że nie przyjechałam zwiedzać dworca. – potwierdza Fran.
- Ale za to, roi się tu od samych przystojniaków. – wzrusza brwiami Ir. – Może w końcu do kogoś zagadasz?
- Jak komuś będzie na mnie zależeć to sam będzie się starał, żeby do mnie zagadać.
- Jak uważasz, ale jeśli chłopak pomyśli to samo? – zastanawia się Irmina.
- W końcu nie wytrzyma i zagada. – uśmiecha się przekonująco Franciszka.
- Dziewczyno… ty na wszystko masz wytłumaczenie! – dziwi się przyjaciółka.
- Ktoś musi.
Dziewczyny czekały tak na peronie jeszcze kilka minut, gdy w końcu pojawiła się nadzieja, że nie będą spędzać nocy na dworcu.
- Witaj Irmina! – do przyjaciółki podchodzi wysoki brunet. Całuje ją.
Tuż za mężczyzną stał jego przyjaciel po fachu. Piłkarz Borussi Dortmund.
- Mats, to jest moja przyjaciółka Franciszka, o której tak dużo ci opowiadałam. – śmieje się Irmina.
- Miło mi cię poznać.
Nowi znajomi przedstawiają się sobie.
- Dziewczyny, to jest mój kumpel Marco. – zza mężczyzny wyłania się wysoki blondyn.  – No a to jest Irmina i jej przyjaciółka Franciszka.
- Witam.
W oczach Fran momentalnie pojawił się błysk. Jej serce zaczęło bić mocniej. Jej ciało zaczęło wytwarzać przyjemny dreszcz. Zielone oczy mężczyzny działamy na dziewczynę kojąco. Mogłoby się wydawać, że dałaby się w nich nawet zatopić.
Marco także przyglądał się nowej znajomej w szczególny sposób. Dziewczyna urzekła go swoją urodą. Czuł, że to będzie początek czegoś nowego i niezapomnianego zarazem. Wiedział, że nie może przepuścić żadnej okazji. Strasznie był za to niespodziewane spotkanie wdzięczny swojemu przyjacielowi.
Para nadal wpatrywała się w swoje oczy uśmiechając się przy tym do siebie.
Nie wyczuła jednak podstępu ze strony swoich znajomych. To oni zaplanowali dokładnie to spotkanie.
Widząc efekty ich ciężkiej pracy postanowili dalej coś zadziałać.
- Słuchajcie, mam pomysł. – odezwał się Mats. – Tuż obok za tym peronem jest dobra kawiarenka…
-Tak! To świetny pomysł. – przerwała przyjacielowi Irmina.
Marco i Fran momentalnie się ocknęli.
- Dobra, to chodźmy.
Czwórka znajomych ruszyła do wcześniej wspomnianego miejsca. 

Irmina i Mats działali podstępem. Starali się, aby para dowiedziała się o sobie jak najwięcej. Nie szło najgorzej, ale to przecież pierwsze spotkanie.
W końcu udało im się znaleźć wspólny temat.
Rozmawiali tak dobrą godzinę, nawet Irminie i Matsowi znudziło się tak długie siedzenie w kawiarence.
Dla Marco i Franciszki był to dopiero początek.
- Nie wiem, jak wy, ale ja sądzę, że powinniśmy się już zbierać. – zaczął Mats.
- Tak szybko?! – zdziwił się blondyn.
- Człowieku siedzimy tu już chyba 3 godziny!? – wybuchnął gniewem brunet.
- Mats. Może jeszcze głośniej to oznajmisz? – pyta Irmina z sarkazmem.  
- Mogę, ale oni i tak pewnie nie usłyszą! – mężczyzna spogląda na parę.
- No dobra, już się tak nie denerwuj, bo ci zmarszczki wyjdą. – Marco próbuje rozśmieszyć znajomą. Zadziałało.
Bez wszelkich, dalszych konfliktów przyjaciele postanowili opuścić kawiarenkę i w końcu dotrzeć do domu Matsa, gdzie wakacje miały spędzić dziewczyny.
Już było wiadome kto będzie częstym gościem od tej pory.
Marco i Fran rozmawiali nawet w drodze do jej tymczasowego mieszkania.
Irmina i Mats wysyłali tylko się do siebie uśmiechali, zadowoleni, że poszło im lepiej niż sądzili.
Irmina od razu była pewna, że ten chłopak nie będzie jej obojętny.

Kolejnego dnia znajomi wybrali się do kina.
Po seansie pary rozeszły się w różne strony.
Marco i Franciszka odwiedzili kręgielnie, gdzie bawili się doskonale.
W ich sercach zrodziło się silne uczucie jakim nie darzyli jak dotąd nikogo innego.
Po wyjściu z rozrywkowego miejsca Marco odprowadził Franciszkę do domu Matsa, gdzie aktualnie mieszkała.
Pod domem para stała w milczeniu, jak dotąd nigdy to nie miało miejsca.
Patrzeli sobie prosto w oczy. Rozmarzeni. Zakochani. Idealni kochankowie jak to w średniowieczu mówiono.
Marco złapał rękę dziewczyny. Uśmiechnął się lekko.
Ich usta dzieliło już tylko kilka niesfornych centymetrów.
Tak dużo do opisania, a tak niewiele do zrobienia.
No i stało się.
Usta pary złączyły się ze sobą na kilka pięknych i jakże magicznych sekund.
Całej sytuacji przez okno przypatrywała się Irmina. Bardzo ucieszyła się, że stało się to tak szybko. Mats także nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Ale najważniejsze, że dopasowali do siebie dwóch takich, dla których miłość w życiu nie grała tak wielkiej roli, aż do tego czasu.


Teraźniejszość


-Tak krótko, a już się w sobie zakochaliście? – pyta Ania.
-Uwierz mi, sama się zdziwiłam. – uśmiecham się do dzieci.
- Już jestem! – w oddali słychać głos mojego męża.
- Więc, na dzisiaj koniec historyjek. – powiedziałam i w trójkę przywitaliśmy się z Marco.


_______________________________________________________________________
Specjalnie dla Daria Poland


P.S. Przepraszamy, że dodajemy imaginy nie w kolejności, ale w tym momencie pisze, jeszcze z nami trzecia osoba i tak wyszło :D

poniedziałek, 23 grudnia 2013

19. Szymon Drewniak



"Musimy się wreszcie spotkać" 
Odczytałam wiadomość. Nadawca ... Szymon. 
Taki internetowy znajomy. Poznaliśmy się jakiś czas temu na jednym z portali. Mamy ze sobą dosyć dużo wspólnego. Kibicujemy tym samym drużynom piłkarskim, słuchamy podobnej muzyki.....

"Chętnie :) Ale kiedy? xdd" 

Odpisałam. Niby nie wiadomo, czy osoba z którą piszesz nie oszukała Cię ale mam dobre przeczucia. 
"Poznań xD za 2 tygodnie? :D " 

"Jeśli wyjedziesz po mnie na dworzec to tak xdd"

"Zapomniałem, że musisz dojechać xD ale spoko :P "


*2 tygodnie później*

Już wiem dlaczego nie lubię jeździć pociągiem do Poznania.  Przez te remonty większa część drogi strasznie się dłuży. 
Wysiadłam na peronie 4a i zaczęłam się rozglądać za Szymonem.  Żeby było łatwiej umówiliśmy się jak mamy się ubrać, żeby było nam łatwiej się rozpoznać. 
Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię.   
- Maja? - usłyszałam za sobą. 
- Tak. - uśmiechnęłam się i za chwile przeżyłam szok. - Szymon? 
- Co cię tak dziwi?- spytał śmiejąc się, zapewne z mojej miny. 
-Wybacz, ale nie spodziewałam się spotkania z piłkarzem Lecha. - opowiedziałam. 
-To źle? 
- Nie. Przy najmniej wiem, dlaczego nie chciałeś podać mi nazwiska. - uśmiechnęłam się - To co robimy? 
- Właściwie to powinniśmy się pospieszyć. Musimy jechać na trening. 
- Powiedz, że  żartujesz...
- Nie. Chodź już. - pociągnął mnie za rękę. Chwilę później byliśmy już przed jednym z samochodów stojących obok dworca. 
- Tylko się nie przestrasz osób w środku. - powiedział Szymon. 
- Mordercy albo gorzej?
- Nie - zaśmiał się - Kumple. 
 Fajnie, fajnie. Przyjechałam poznać niby zwykłego chłopaka a kręcę się obok piłkarzy Kolejorza..... Jak się Kinga dowie, albo Zuza to chyba zginę marnie. 


Pół godziny później byłam już razem z piłkarzami pod  stadionem. Szymon poprosił kogoś, żeby oprowadził mnie po stadionie. Później byłam już na jednym z boisk treningowych po których biegali już Lechici. 
- Może też chcesz pobiegać? - uśmiechnął się trener Rumak. 
- Nie za bardzo mogę. 2 tygodnie temu odrzuciłam wózek. - wytłumaczyłam. 
-Co co było?
- Miałam operacje kręgosłupa i właściwie nie powinno mnie tu być. Powinnam odpoczywać jeszcze. 
- Jednak zdecydowałaś się przyjechać by poznać Szymona.
- A skąd pan to wie?
- Wszyscy to wiedzą. - uśmiechnął się - Chłopcy się śmiali, że nawet nie wie jak wyglądasz i , że dopiero będzie ciekawie jak okażesz się jakąś brzydulą. 
- No tak. Bo jaka normalna dziewczyna interesuje się piłką. Ale mieli rację ładna nie jestem. 
- Dziewczyno głupoty gadasz. - uśmiechną się mężczyzna i podszedł bliżej piłkarzy. 


-Trenerze! Kończymy 15 minut wcześniej? - usłyszałam pytanie Teodorczyka. - Poznamy się z koleżanką. 
- Z brzydulą chcecie rozmawiać? - spytałam. 
-Dobre podejście Maja. - klasnął w dłonie trener - Nie ma mowy. Ćwiczymy dalej. A ty Łukasz znosisz sprzęt po treningu. - powiedział Rumak z czego najbardziej zadowolony był Gostomski. 


Po wszystkim siedziałam na schodach przed Inea Stadionem. 
- No Majka nieźle dowaliłaś Teo. - powiedział Szymon podchodząc do mnie. 
- Oj tam. Trener naskarżył. - zaśmiałam się. 
- Mi na ciebie też naskarżył. - powiedział biorąc mnie za rękę - Powiedział, że mam na ciebie uważać., bo jesteś po operacji kręgosłupa. I czemu ja o tym nic nie wiedziałem? 
- Bo... ekhem... niepotrzebnie byś się martwił i nie chciałbyś żebym tu przyjeżdżała. 
- Ale... ekhem... przyjechałbym sam do ciebie.  -  przedrzeźnił mnie. 
- Oj tam... To co teraz robimy?
- Boisz się jeździć na gapę? 
- Ktoś tu zapomniał o biletach? - zaśmiałam się i dźgnęłam go w brzuch. 
- Wolisz przejść pół miasta pieszo. Rozumiem. 
- Dobra, lećmy już na ten przystanek. 

Kilka razy skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej tego dnia. 
W jednym z tramwajów za uwarzyła mnie Zuza. No trudne to nie było. Skoro Szymon cały czas się śmiał jak głupi i zaczynał we mnie. 
-Ty nie jesteś całkowicie normalny. - powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się do jego mieszkania. 
- Powinnaś to wiedzieć puścił do mnie oczko. 
Weszliśmy do jego mieszkania. Szymon od razu polecił mi iść na kanapę, a ona sam skoczył po jakieś przekąski i coś do picia. 
 Siedzieliśmy rozmawiając aż przerwał nam dźwięk sms'a. 
To Zuza... Odczytałam od razu.

"Ty chyba powinnaś odpoczywać, a nie się z Drewnem włóczyć" 

"Oj tam. xdd Szykuj materac bo chyba wpadnę do cb na noc :P"

" Nie będziesz spała z Szymonkiem? :D" 

" Nie... Dziwnie bym się czuła" 

"Majeczko. I tak nie wpadniesz xD Ładnie razem wyglądacie ^^ "


Po odczytaniu ostatniej wiadomości wybuchnęłam śmiechem. 
- Co cię tak rozbawiło? - spytał Szymon. 
- Przyjaciółka nas za uwarzyła i teraz bombarduje mnie sms'ami.
- I co ciekawego jej odpowiadasz?
- Że ma szykować dla mnie wygodne legowisko.  
- Chcesz mi uciec?
- Może tak... Może nie..- zaśmiałam się. 
- Chyba raczej nie. Nie po to zapraszałem się do siebie, żebyś spała niewiadomo gdzie. 
- Ale ja się będę głupio czuła.
- To ja się będę głupio czuł, jak cię wypuszczę. - złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. 
- Niech Ci będzie. - westchnęłam. 
Siedzieliśmy rozmawiając jeszcze godzinę. W końcu Szymon zaproponował żebym poszła już się położyć. 
- A ty gdzie będziesz spał? 
- Na kanapie. 
- O nie, nie, nie. Chyba zmieścimy się oboje na twoim łóżku?

*następny dzień*

Gdy się obudziłam Szymon jeszcze spał. Po cichu wymknęłam się z łóżka i poszłam do kuchni zrobić jakieś śniadanie. 
- Chyba będziesz musiała zostać tutaj na dłużej. - zaśmiał się Drewniak wchodząc do kuchni.
- Niestety muszę dzisiaj wrócić. - westchnęłam. 
- obiecuję, że następnym razem ja cię odwiedzę. 
- Już nie obiecuj tylko jedz. - uśmiechnęłam się. 

Resztę dnia spędziliśmy trochę włócząc się po mieście trochę siedząc w mieszkaniu Szymona.
Około godziny 16 Drewniak zawiózł mnie na dworzec. 
Udałam się do kasy upić bilet, odszukałam na jakim peronie pojawi się mój pociąg.
- Mamy Jeszcze 20 minut. - powiedziałam podchodząc do chłopaka. - Może chodźmy już powoli na peron. 


- To kiedy jeszcze się zobaczymy? - spytał Szymon zanim weszłam do pociągu. 
- Nie wiem. Tutaj raczej w najbliższym czasie się nie pojawię. Ale zapraszam do siebie. - uśmiechnęłam się- A teraz muszę już wsiadać. - przytuliłam przyjaciela na pożegnanie. 
- Do zobaczenia Majka - ucałował mnie w czoło.
Wsiadłam do wagonu. znalazłam wolne miejsce przy oknie. Zanim pociąg odjechał zdążyłam pomachać Szymonowi. 
To był świetny weekend.
To może być początek doskonałej przyjaźni. 
________________________________________________________________________
Jest imagin. Taki trochę inny niż reszta :)

Nie był przez nikogo zamawiany ale miałam go od jakiegoś czasu zapisanego i kiedyś musiałam go dodać. 

Mam nadzieję, że się podoba. 


P.S. WESOŁYCH ŚWIĄT! 

czwartek, 12 grudnia 2013

18. Nathan Sykes


-Oni tu przyjeżdżają!! Czaisz to?! – krzyknęła przyjaciółka, gdy tylko otworzyłam jej drzwi.
-Ale kto? – spytałam ziewając.
-THE WANTED!!
-O nie… - westchnęłam.
-O tak. – uśmiechnęła się – Pójdziesz ze mną? – zrobiła oczy kota ze Shreka.
-Nie!
-Dlaczego? – weszła za mną do salonu.
­-Jeszcze się pytasz?
-No tak… Nathan…

Przez 6 lat mieszkałam w Anglii. Moja rodzina przyjaźniła się z Sykes’ami. A ja i Nath spędzaliśmy każdą wolną chwilę razem.
Około dwa lata przed założeniem The Wanted ja i Sykes zaczęliśmy, ze sobą chodzić. Drugiej takiej pary w okolicy nie było. Rozumieliśmy się bez słow. Obiecaliśmy sobie, że nic nigdy nas nie rozdzieli. Byłam szczęśliwa.
Do czasu… Nath dołączył do The Wanted, mieliśmy coraz mniej czasu dla siebie. Ale cieszyłam się, że Nath może spełnić swoje marzenia. Za każdym razem, gdy wracał z koncertów spotykaliśmy się i nadrabialiśmy stracony czas.
Pewnego lata odwiedził mnie mój kuzyn, z którym miałam lepsze kontakty niż z resztą rodziny.  Postanowiliśmy w pierwszy dzień po jego przyjeździe jak najwięcej czasu spędzić razem. Wieczorem byliśmy już trochę zmęczeni i zasnęliśmy.
Niespodziewanie Nathan wrócił wcześniej z trasy i postanowił mnie odwiedzić.
Chyba nie muszę wyjaśniać, co sobie pomyślał, gdy zobaczył mnie z innym chłopakiem w jednym łóżku.
Wszystko między nami się popsuło. Nie uwierzył, kiedy powiedziałam mu prawdę. Tydzień później zobaczyłam go obściskującego się z jakąś blondyną. Dobrze wiedział, że to widzę i nic sobie z jego nie robił. Miał jeszcze czelność przejść obok mnie tuląc ją do siebie.
Tydzień później postanowiłam wylecieć do Polski. Wyjechałam razem z kuzynem i zatrzymałam się u niego i jego dziewczyny.
-Marcelina żyjesz? – przyjaciółka wyrwała mnie z przemyśleń.
-Tak. Jestem przecież.
-Myślałaś o tym wszystkim?
-Nie. – zaprzeczyłam.
-Oj nie kłam. Mnie nie oszukasz.
-No dobra.
-Czujesz coś do Sykes’a jeszcze? – spytała.
-Nie wiem. – westchnęłam

Okaże się jak go zobaczę – dodałam w myślach.


2 tygodnie później
Stałyśmy tuż przed sceną. Im mniej czasu pozostawało do rozpoczęcia koncertu, tym bardziej byłam zdenerwowana.
-Marcela spokojnie. Cała się trzęsiesz. – powiedziała przyjaciółka.
- Co będzie jak mnie zauważy? – spytałam – A może mnie nie pozna.

Koncert się rozpoczął. Fanki wykrzykiwały, co chwilę imiona chłopaków.
Dla mnie liczył się tylko On.
Jego głos. Jego ruchy. On i nikt więcej.


-Mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnęła się towarzyszka i wyciągnęła wejściówki za kulisy. – Chodź. Puki jeszcze nie wyszli z powrotem na scenę. – pociągnęła mnie za rękę.
Pokazałyśmy ochroniarzowi wejściówki i skierowałyśmy się w stronę garderoby zespołu.
Akurat wychodzili z niej z zamiarem ponownego wejścia na scenę.
-O proszę, są szczęściary, które wygrały wyjściówki. – uśmiechnął się Tom.
Cały czas szukałam wzrokiem Nathana.
Stał za Max’em.
Patrzył na mnie tymi swoimi oczami. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, a zarazem jakby… radość?
Wpatrywaliśmy się w siebie, dopóki Max nie powiedział, że muszę wychodzić.
-Jak on na Ciebie patrzył. – westchnęła … - I ty na niego. Coś z tego będzie…
Drugą część koncertu spędziłyśmy za kulisami i mogłyśmy zobaczyć wszystko „od kuchni”.
Po skończonym show chłopcy zabrali nas do garderoby. Szłam na końcu przyglądając się Sykes’owi.
-Cześć Marcela – zaczepił mnie Jay – Pamiętamy Cię. Zresztą trudno nie pamiętać.  Młody jak tylko dowiedział się o koncercie tutaj cały czas o tobie mówi. Wie, że popełnił błąd. Wybacz mu.
Nie wiedziałam, co o tym sądzić. Jednego byłam pewna…. Nadal kocham Sykes’a.

Siedziałyśmy w garderobie chłopaków. Nagle: Tom musiał wyjść zadzwonić; Jay i Siva poszli po coś do picia, a Max i moja przyjaciółka wyszli zapalić.
-Dawno Cię nie widziałem. – powiedział Nath.
- Ja mogę powiedzieć to samo. – westchnęłam.

Sykes przesiadł się bliżej mnie. Odwróciłam się w jego stronę. Nath przesunął się jeszcze bliżej. Zaczął bawić się kosmykiem moich włosów.
-Tęskniłem. – westchnął cicho – Przez ostatnie 2 lata zastanawiałem się jak mogłem być takim idiotą i pozwolić odejść najważniejszej osobie w moim życiu.
-Próbowałam Ci wszystko wyjaśnić…
-Pamiętam… Zbyt dobrze to wszystko pamiętam. Nie wiem sam jak ma Ci się wytłumaczyć. – powiedział – Ale mam nadzieję, że będziesz chciała jeszcze raz… jeszcze raz spróbować ze mną. Kocham cię jak nikogo innego.

Spojrzałam jeszcze raz w jego oczy. Mówił prawdę. 
Przysunęłam swoją twarz bliżej jego. Chłopak wyczuł moje intencje i sam zaczął składać na moich ustach czuły pocałunek.
-Tęskniłam za tym. – uśmiechnęłam się i wtuliłam z Sykes’a.
___________________________________________________________________________

Dla
P.S. przepraszam...

wtorek, 19 listopada 2013

Elo.

Przepraszam za mały zastój na blogu.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła spokojnie dodać kolejny imagin ;)
Uzbrójcie się w cierpliwość :D